wtorek, 26 lipca 2016

Wakacje nad Bałtykiem


Wakacje prawie osiągnęły półmetek. Niektórzy urlop mają już za sobą, inni dopiero na niego wyjadą, a jeszcze inni po prostu lato spędzają w domu. Ten rok różni się od poprzednich tym, że wiele osób postanowiło zrezygnować z wyjazdów zagranicznych i spędzić swoje urlopy w Polsce. Zamachy terrorystyczne, pucze wojskowe, niepewna sytuacja gospodarcza lub polityczna w wielu krajach, drogie euro – to powtarzające się powody rezygnacji z wyjazdów do najbardziej popularnych miejsc z poprzednich lat. Ok, jestem w stanie to zrozumieć, choć pewnie nie do końca podzielam wszystkie te obawy. Bo jak słucham o wszystkich zamachach, katastrofach samolotów i innych tego typu zagrożeniach, to zawsze kusi mnie żeby sprawdzić, ile ofiar śmiertelnych było ostatnio na polskich drogach. Dziś to sprawdziłem – od początku lipca do wczoraj w wypadkach samochodowych zginęło 180 osób, a prawie równo 3000 zostało rannych. O tym się nie mówi tak głośno jak o wjeżdżającej w tłum świętujących ludzi ciężarówce, ale to statystyka równie przerażająca, bo to przecież dane tylko z trzech ostatnich tygodni. Dlatego sam nie wiem co jest bardziej niebezpieczne, urlop w kraju czy zagraniczny wyjazd. Myślę, że jak komuś ma się coś złego stać, to po prostu jest pechowcem i bez względu na to gdzie spędzi urlop, nieszczęście i tak go dopadnie. Czasy są jakie są, media trochę podgrzewają atmosferę zagrożeń na świecie, a ponieważ podświadomie większość ludzi najbezpieczniej czuje się we własnym domu, więc skorzystał na tym nasz Bałtyk i wszystkie miejscowości wypoczynkowe, które nad nim leżą. Nie ma dnia żebym gdzieś nie usłyszał lub przeczytał jak to tłumy opanowały ten rejon Polski i jak to większość miejsc noclegowych jest już dawno zajęta. Tak się złożyło, że ostatnio osobiście mogłem się przekonać jak ten nasz Bałtyk „smakuje”, ile kosztuje i co daje w zamian. I teraz krótko przedstawię swoje spostrzeżenia, podając jednocześnie trochę liczb.

Pierwsze wyzwanie, które pojawia się przed każdym, kto wybrał urlop nad polskim morzem, to podróż. Trzeba tam jakoś dojechać. Jak ktoś mieszka na północy Polski, to wiadomo – ma łatwiej. Ale w ekstremalnych przypadkach odległość do pokonania może osiągnąć nawet 700-800 km. Ja jechałem z Warszawy, a celem mojej podróży były okolice Ustki. Według wytyczonej trasy - około 550 km. Biorąc pod uwagę korki przed bramkami na autostradzie (w tym roku były mniejsze niż w poprzednich latach), roboty drogowe i zwykłe postoje (ci, którzy mają dzieci wiedzą o co chodzi), na taką podróż trzeba zarezerwować około 9 godzin. To wystarczająco dużo żeby stracić dobry humor, pokłócić się z rodziną i stać się lżejszym o jakieś 250-300 PLN, bo tyle będzie kosztowało paliwo plus opłaty na autostradach. W drodze powrotnej będzie podobnie jeśli chodzi o czas i koszty, poziom zdenerwowania pewnie będzie trochę większy. No dobrze, załóżmy, że podróż macie już za sobą. Jest duża szansa, że temperatura na miejscu będzie niższa o jakieś 5-10 stopni w porównaniu do miejscowości, z której przyjechaliście, i że będzie padał deszcz. To typowe dla naszego nadmorskiego klimatu. Ja taką właśnie sytuację w tym roku doświadczyłem. W tym miejscu pewnie wielu osobom pojawi się refleksja, że przecież mogli lecieć do Grecji, lot trwałby 3 godziny, a na miejscu świeciłoby piękne słońce. Ale jesteście nad Bałtykiem. Jak już się przyzwyczaicie do pogody, rozpakujecie bagaże i wsłuchacie w odgłosy otoczenia, to z dużym prawdopodobieństwem dobiegną Was okoliczne dźwięki. Niestety nie będzie to szum morza ani śpiew słowika, tylko… disco polo, które jest coraz większą plagą nadmorskich miejscowości. Ale pewnie i do tego można się przyzwyczaić. No chyba, że będzie to sytuacja, kiedy akurat w ten jeden z nielicznych ciepłych i słonecznych dni, postanowicie pójść na plażę, rozłożycie sobie leżak, kocyk czy coś w tym stylu, a kilka minut później tuż obok was rozbije się ze swoim parawanem grupka ludzi, którzy włączą swoją ulubioną muzykę, a do Waszych uszu popłynie ona za pośrednictwem przyniesionego przez nich głośnika bluetooth, który oczywiście podkręcą na maksymalną moc. Jest wielce prawdopodobne, że kilka minut później będą kolejno odpalać papierosy, bo to również standardowa rozrywka wielu naszych rodaków wypoczywających na plaży. Jak już nasłuchacie się disco polo, nawdychacie dymu papierosowego i być może odbędziecie kilkusekundową krioterapię polegającą w tym przypadku na zanurzeniu stóp w zimnym Bałtyku, przyjdzie pora na obiad. Oferta barów czy restauracji w wielu miejscowościach jest bardzo szeroka, ale najczęściej prawie wszędzie taka sama, czyli byle prosto, szybko, no i oczywiście drogo. Na szczęście czasem trafi się fajne miejsce, w którym będzie naprawdę ok i na pewno warto takich miejsc poszukać. Koszt takiej przyjemności dla 4-osobowej rodziny to najczęściej 70-100 PLN. Jak dodamy do tego jeszcze śniadania, kolacje plus dodatki typu gofry, lody czy inne zapiekanki, to doliczyć trzeba kolejne 100 PLN. Jeżeli macie dzieci, a nad morze pojedziecie do dużej lub średniej miejscowości, to atrakcje typu gokarty, wesołe miasteczka, baseny z kulkami, koniki, cymbergaje, strzelnice i cała reszta przywiezionego z Chin badziewia, na pewno zabiorą Wam kolejne minimum kilkadziesiąt złotych. Należy oczywiście też pamiętać, że największym kosztem jest wynajęcie miejsca, w którym zamieszkacie. Bardzo modne ostatnio stały się drewniane domki, których powstaje całe mnóstwo i o których można powiedzieć, że mocno zdominowały nadmorski krajobraz i ofertę noclegową. Taki domek jest na pewno wygodny, bo ma wszystko co potrzebne do życia na wakacjach, czyli 2-3 pokoje, kuchnię, łazienkę, czasem fajny taras. Koszt wynajęcia takiego domku w sezonie to 180-300 PLN za dobę, oczywiście  w zależności od miejscowości i popularności danej okolicy.

Podsumowując – tydzień opisanych powyżej atrakcji to koszt 4-5 tysięcy PLN (pamiętajcie, że z tego dwa dni spędzicie w podróży). Oczywiście przy założeniu, że nie ma w tym zawartych dużych szaleństw, tylko raczej umiarkowanie i rozsądne gospodarowanie wydatkami. Czy pobyt nad Bałtykiem jest tego wart? Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Z jednej strony otrzymuje się w zamian ładne plaże, czyste powietrze z dużą zawartością jodu, często fajne okolice. Z drugiej strony trzeba liczyć się z tym, że można trafić na kiepską pogodę, tłumy ludzi, korki na ulicach, zalewającą wszystko tandetę, no i sąsiedztwo rodaków, którzy podlewając codzienność dużą ilością alkoholu, potrafią w czasie wakacji odkryć w sobie nawet najgłębiej ukryte pokłady prymitywnych zachowań. Ale każdy wybiera to co lubi. Ja osobiście nad Bałtyk mogę od czasu do czasu pojechać. Warunek jest tylko taki, że trafiam w jakieś spokojne miejsce, takie typowe zadupie, gdzie można odpocząć i się wyciszyć. Bo jeżeli ma to być jakaś duża miejscowość, np. Władysławowo, którego szczerze nienawidzę i które jest dla mnie kwintesencją wszystkiego co najgorsze nad polskim morzem, to wolę zostać w domu.

3 komentarze:

  1. ja bardzo lubię Trójmiasto, ale ostatnio trudno tam szpilkę wcisnąć, dobrze ze dużo wcześniej zarezerwowaliśmy sobie kwaterę na stronie bookapartu bo na ostatnią chwilę nie ma szans, przynajmniej w normalnej cenie

    OdpowiedzUsuń
  2. Tegoroczne wakacje również miałem okazję spędzać nad Bałtykiem, choć był plan by zrobić wycieczkę w tym samym kierunku co w ubiegłym roku (Croatia). Padło jednak nad polskie morze..

    Przyznam że bardzo lubię nasze polskie morze i mam swoje ulubione plaże, szczególnie te na półwyspie Helskim, również w Rowach.. ale pogoda. To właśnie przez pogodę nigdy nie będzie tak dobrze jak u naszych południowych sąsiadów - u nas 20-21 stopni i silne wiatry a w Chorwacji tymczasem dobre 30 stopni i niżej nie schodzi w dzień. Faktycznie pogoda w tym roku sprawiła niezłego psikusa szczególnie tym którzy zdecydowali się wybrać nad nasze morze. Poza tym ceny wypoczynku są tu porównywalne do kurortów zagranicznych, więc w następnym roku obieramy sprawdzony już kierunek - CRO!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na ostatnie wakacje nad Bałtykiem zmuszona byłam wziąć pożyczkę, ponieważ nagłe koszty leczenia obciążyły mój budżet na tyle, że nie byłabym w stanie zabrać dzieci absolutnie nigdzie. Na szczęście taka szybka pożyczka jest darmowa.

    OdpowiedzUsuń