środa, 17 września 2014

Subiektywne podsumowanie tygodnia


Od początku września prześladuje mnie reklama Credit Agricole zachęcająca do skorzystania z ich kredytu gotówkowego. Albo bank wykupił naprawdę dużo czasu antenowego, albo ja mam takie szczęście, że ciągle trafiam na tę reklamę. Ale widziałem ją już naprawdę mnóstwo razy. Kredyt nazywa się „prostoliczony”. Skoro bank tak często przypomina mi o tym produkcie, to z ciekawości postanowiłem poszukać szczegółów na jego temat. No i rzeczywiście ten kredyt musi być prostoliczony, a jego autorom to liczenie musiało sprawiać bardzo dużą przyjemność, bo doliczyli aż do 22. A dokładnie do 22,9. I to w procentach. Bo tyle właśnie wynosi RRSO tego kredytu. Dla porównania, podobny produkt reklamowany obecnie przez PKO BP, czyli Mini Ratka, musi nie być prostoliczony i to liczenie musi nie należeć do przyjemnych, bo w tym przypadku jego twórcy doliczyli tylko do 13,47. Ale jak wiadomo francuscy aktorzy zatrudniani w reklamach nie należą do najtańszych, a i ubezpieczenie do kredytu zawsze musi trochę kosztować. Dlatego klienci Credit Agricole powinni się cieszyć, że nikt nie wpadł na pomysł żeby policzyć dalej… A jak już jestem przy francuskich aktorach, to ostatnio słyszałem, że jeden z nich wypija dziennie 14 butelek wina. No i pewnie jest to wino z wyższej półki, więc zarabiać trzeba godnie żeby nigdy go nie zabrakło. Chociaż może nie jest to najlepszy przykład, bo ten konkretny aktor jakiś czas temu postanowił przefarbować się na Rosjanina.  

*****

Już wkrótce Idea Bank ma wprowadzić nową usługę. Otóż każdy klient banku będzie mógł zamówić przyjazd we wskazane przez siebie miejsce samochodu będącego jednocześnie bankomatem z funkcją wpłatomatu. Nie wiem po co to robią, bo pomysł wydaje się być bardzo kosztowny i nieadekwatny do  potencjalnych korzyści, ale bank jakiś sens musi w nim dostrzegać skoro go wprowadza. Jeżeli korzyść ma być czysto PR-owa to na pewno cel zostanie osiągnięty. Jeżeli da się na tym zarobić w inny sposób, to szacunek dla tego kto to wymyślił. Mnie nasuwa się taka analogia do lat dziewięćdziesiątych i początków wolnego rynku w Polsce. Wtedy też do przedsiębiorców przyjeżdżali po pieniądze panowie w niemieckich samochodach. Ale wtedy były one czarne, a teraz będą szaro-niebieskie. Wtedy ubrani byli w ciemne skórzane kurtki i mieli mało wyszukane fryzury. Teraz pewnie będą pod krawatem i ładnie uczesani. Wtedy się nie uśmiechali, a teraz będą uśmiechnięci. I wypada się tylko cieszyć, że w ciągu dwudziestu lat udało się w Polsce dokonać aż tak dużego skoku cywilizacyjnego i dotknąć normalności. Jak głosi stara prawda – lepiej banki tworzyć niż je napadać. To zdanie można odnieść do wielu dziedzin życia. Bardzo dobrze, że na własnej skórze możemy to odczuwać każdego dnia. Jeszcze tego nie doceniamy i ciągle narzekamy na wszystko co nas otacza, ale to też się kiedyś zmieni.

*****
PZU sfinalizowało transakcję zakupu Link4. Szkoda, bo Link4 wniósł na polski rynek ubezpieczeń trochę świeżości i kilka nowoczesnych rozwiązań w zakresie obsługi klienta. No i zmusił przez to swoją, często betonową, konkurencję do wprowadzania zmian. Zakładam, że klienci Link4 nie przyjęli z zachwytem informacji o trafieniu pod skrzydła PZU, bo wielu z nich spod tych skrzydeł całkiem niedawno świadomie i bez żalu uciekło. Ale takie są prawa rynku. Mam nadzieję, że jakaś inna firma szybko wypełni lukę po Link4. A swoją drogą ciekawe jak się czują pracownicy PZU podlegający trwającym od pewnego czasu w tej firmie zwolnieniom grupowym? To raczej nie najlepsze uczucie usłyszeć, że firmy nie stać na ich dalsze utrzymanie w strukturach, ale na wydanie ponad 90 mln euro na zakup innej firmy już tak…
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz