niedziela, 18 czerwca 2017

Coś dla pracowników Pekao i Aliora


W tym roku mamy do czynienia ze zjawiskiem, którego do tej pory w polskiej bankowości jeszcze nie było. Mam na myśli przejmowanie przez skarb państwa lub powiązane z nim spółki, dużych banków. Na pierwszy ogień poszły Pekao SA i Alior. Zakładam, że wielu pracowników tych banków żyje obecnie w stanie stale rosnącej niepewności. Zastanawiają się co ich czeka. Tak się składa, że mam trochę informacji na temat tego jak podobna zmiana warty wyglądała w innej, całkiem dużej instytucji finansowej i poniżej napiszę kilka swoich przemyśleń.
To czego możecie być pewni to duże zmiany. W obu bankach jest wiele atrakcyjnych stanowisk, dlatego jest też wielu chętnych, podobnych do osławionej ostatnio pani Sadurskiej, którzy już przebierają nóżkami i wyobrażają sobie jak to za chwilę zostaną tłustymi kotami. Jeżeli któregoś dnia zobaczycie na korytarzach swoich biur śmiesznych, starszych panów z wąsami i w koszulach z krótkimi rękawami, to będzie to znak, że proces zmian należy uznać za rozpoczęty. Bardzo szybko zaczną znikać też wasi dotychczasowi szefowie. Cięcie będzie do poziomu dyrektorów departamentów. Osoby na niższych stanowiskach mogą w większości spać spokojnie. Kilku członków zarządu i dyrektorów kluczowych departamentów też jeszcze przez jakiś czas zachowa swoje posady – musi przecież być ktoś, kto wie jak zalogować się do systemów i dbać na co dziś o kluczowe obszary funkcjonowania banku. Spodziewajcie się także kilku „testów na lojalność”. Jak któregoś dnia dostaniecie maila, że nowy zarząd banku organizuje wyjazd do Lichenia żeby pomodlić się w intencji prawidłowego funkcjonowania banku i zdrowia jego pracowników, to będzie to właśnie taki test. Wy będziecie mieli z tego bekę, ale ta beka może się szybko obrócić przeciwko wam. Wśród osób pracujących na wyższych stanowiskach znajdą się na pewno tacy, którzy będą chcieli przypodobać się nowej władzy. Znam taki przykład i raczej nie polecam tej drogi. Gość chcąc ratować stanowisko zapisał się do PiS-u, chodził na jakieś spotkania partyjne, miesięcznice, oczywiście grzecznie pojechał do Lichenia, a na końcu i tak go wyrzucili, bo okazało się, że szwagier którejś z wpływowych osób z kierownictwa partii, albo inny pociotek, bardziej zasługuje na pensję tego zwolnionego i zupełnie nie miało znaczenia, że bankowość to dość obca mu dziedzina.
Zauważyć również trzeba, że zupełnie nie mają się o co martwić pracownicy oddziałów. Ktoś przecież musi zarobić i zapracować na chwałę nowych panów. W Aliorze to nawet pewnie będzie można odetchnąć z ulgą, bo presja na wynik i oczekiwania, delikatnie mówiąc, do niskich tam nie należały... Kilka osób poważne urazy psychiczne leczy do dziś. Będzie trochę lżej, ale pojawią się w zamian inne problemy. Nowa władza będzie czuła się w obowiązku żeby trochę pozmieniać w dotychczasowych zasadach. A że w większości o bankowości pojęcie będą mieli mgliste, skończy się na tym, że oferowane przez bank produkty będą mocno oderwane od rzeczywistości, polityka kredytowa nielogiczna, co w skrajnym przypadku doprowadzi do spadku sprzedaży głównych produktów o jakieś 70-80%. Ale na to będziecie już patrzeć z perspektywy pracy w innej firmie i zapewne innej branży. Bo bank was nie zwolni, ale większość z was sama dojdzie do wniosku, że dobra zmiana to przede wszystkim dobry czas na zmianę pracodawcy.

3 komentarze:

  1. to już chyba jakaś domena "nowych" zawsze chcą się wykazać i wprowadzają swoje porządki ze szkodą dla innych :(

    OdpowiedzUsuń
  2. a czy jest na sali jakiś pracowniik aliora, miałabym kilka pytań :)

    OdpowiedzUsuń