Mój blog obrósł grubą warstwą
kurzu, pojawiło się na nim też kilka pajęczyn… Blisko półtora roku przerwy
zrobiło swoje. Ale właśnie użyłem kilku detergentów, odświeżaczy, płynów
regeneracyjnych i przywróciłem go do stanu używalności. Może jeszcze nie
błyszczy z daleka i nie przyciąga wartościowymi treściami, ale o to zadbam w
kolejnych tygodniach. Niestety – a może to dobrze – będzie trochę monotematycznie.
Skupię się głównie na wszystkim co wiąże się z kredytami hipotecznymi, bo ta
tematyka zajmuje ostatnio najwięcej czasu w moim życiu zawodowym. Mam nadzieję,
że znajdziecie tu trochę praktycznych wskazówek, informacji o nowościach i najważniejszych
zmianach na rynku. Liczę też na pytania i propozycje tematów, o których chcielibyście
poczytać, a na które ja sam nie wpadnę. Oczywiście jak coś mnie podkusi albo
sprowokuje, to od czasu do czasu napiszę też o czymś innym niż hipoteki. Ale to
pewnie nie zdarzy się często. No dobrze, na dziś wystarczy. Zaglądajcie tu
czasem – zapraszam.
poniedziałek, 10 grudnia 2018
środa, 21 czerwca 2017
Atrakcyjna promocja kredytu hipotecznego
Właśnie zmieniła się pora roku. Początek lata to czas wyprzedaży w wielu sieciach handlowych. Zjawisko to rzadko dotyczy branży bankowej, ale tym razem jeden z banków postanowił zachować się jak agresywna firma z branży odzieżowej i dość odczuwalnie obniżył na najbliższe dwa miesiące cenę swojego kredytu hipotecznego. Marża na poziomie 1,69%, brak prowizji przygotowawczej i brak produktów dodatkowych generujących koszty, powodują, że tę ofertę można śmiało uznać jako absolutną czołówkę wśród ofert kredytów hipotecznych dostępnych aktualnie na rynku. Ma ona pewne ograniczenia, bo nie można sfinansować nią budowy domu lub zakupu mieszkania na rynku pierwotnym, które nie zostało jeszcze ukończone, ale i tak zdecydowana większość przeprowadzanych transakcji, może być tym kredytem finansowana. Rynek mieszkaniowy ruszył z miejsca, transakcji jest coraz więcej i dobrze, że swoje działania stymulujące rynek podejmują również banki. Mam nadzieję, że podobnych decyzji będzie więcej i banki znowu na poważnie zacną się ścigać na atrakcyjne warunki cenowe.
Jeżeli kogoś zainteresuje powyższa oferta i chciałby podyskutować na jej temat bardziej szczegółowo, to serdecznie zapraszam do bezpośredniego kontaktu. Adres mailowy w zakładce "kontakt".
Jeżeli kogoś zainteresuje powyższa oferta i chciałby podyskutować na jej temat bardziej szczegółowo, to serdecznie zapraszam do bezpośredniego kontaktu. Adres mailowy w zakładce "kontakt".
niedziela, 18 czerwca 2017
Coś dla pracowników Pekao i Aliora
W
tym roku mamy do czynienia ze zjawiskiem, którego do tej pory w polskiej
bankowości jeszcze nie było. Mam na myśli przejmowanie przez skarb państwa lub
powiązane z nim spółki, dużych banków. Na pierwszy ogień poszły Pekao SA i
Alior. Zakładam, że wielu pracowników tych banków żyje obecnie w stanie stale
rosnącej niepewności. Zastanawiają się co ich czeka. Tak się składa, że mam
trochę informacji na temat tego jak podobna zmiana warty wyglądała w innej,
całkiem dużej instytucji finansowej i poniżej napiszę kilka swoich przemyśleń.
To
czego możecie być pewni to duże zmiany. W obu bankach jest wiele atrakcyjnych
stanowisk, dlatego jest też wielu chętnych, podobnych do osławionej ostatnio
pani Sadurskiej, którzy już przebierają nóżkami i wyobrażają sobie jak to za
chwilę zostaną tłustymi kotami. Jeżeli któregoś dnia zobaczycie na korytarzach
swoich biur śmiesznych, starszych panów z wąsami i w koszulach z krótkimi
rękawami, to będzie to znak, że proces zmian należy uznać za rozpoczęty. Bardzo
szybko zaczną znikać też wasi dotychczasowi szefowie. Cięcie będzie do poziomu
dyrektorów departamentów. Osoby na niższych stanowiskach mogą w większości spać
spokojnie. Kilku członków zarządu i dyrektorów kluczowych departamentów też
jeszcze przez jakiś czas zachowa swoje posady – musi przecież być ktoś, kto wie
jak zalogować się do systemów i dbać na co dziś o kluczowe obszary
funkcjonowania banku. Spodziewajcie się także kilku „testów na lojalność”. Jak
któregoś dnia dostaniecie maila, że nowy zarząd banku organizuje wyjazd do
Lichenia żeby pomodlić się w intencji prawidłowego funkcjonowania banku i
zdrowia jego pracowników, to będzie to właśnie taki test. Wy będziecie mieli z
tego bekę, ale ta beka może się szybko obrócić przeciwko wam. Wśród osób
pracujących na wyższych stanowiskach znajdą się na pewno tacy, którzy będą
chcieli przypodobać się nowej władzy. Znam taki przykład i raczej nie polecam
tej drogi. Gość chcąc ratować stanowisko zapisał się do PiS-u, chodził na
jakieś spotkania partyjne, miesięcznice, oczywiście grzecznie pojechał do
Lichenia, a na końcu i tak go wyrzucili, bo okazało się, że szwagier którejś z
wpływowych osób z kierownictwa partii, albo inny pociotek, bardziej zasługuje
na pensję tego zwolnionego i zupełnie nie miało znaczenia, że bankowość to dość
obca mu dziedzina.
Zauważyć
również trzeba, że zupełnie nie mają się o co martwić pracownicy oddziałów.
Ktoś przecież musi zarobić i zapracować na chwałę nowych panów. W Aliorze to
nawet pewnie będzie można odetchnąć z ulgą, bo presja na wynik i oczekiwania,
delikatnie mówiąc, do niskich tam nie należały... Kilka osób poważne urazy
psychiczne leczy do dziś. Będzie trochę lżej, ale pojawią się w zamian inne
problemy. Nowa władza będzie czuła się w obowiązku żeby trochę pozmieniać w
dotychczasowych zasadach. A że w większości o bankowości pojęcie będą mieli
mgliste, skończy się na tym, że oferowane przez bank produkty będą mocno
oderwane od rzeczywistości, polityka kredytowa nielogiczna, co w skrajnym
przypadku doprowadzi do spadku sprzedaży głównych produktów o jakieś 70-80%.
Ale na to będziecie już patrzeć z perspektywy pracy w innej firmie i zapewne
innej branży. Bo bank was nie zwolni, ale większość z was sama dojdzie do
wniosku, że dobra zmiana to przede wszystkim dobry czas na zmianę pracodawcy.
czwartek, 13 kwietnia 2017
Płacisz za swoje konto bankowe? A po co...?
Temat darmowych kont bankowych
był już poruszany mnóstwo razy w różnych miejscach, ale ponieważ nadal wiele
osób świadomie ponosi wysokie koszty korzystania ze swoich rachunków, postanowiłem
pokazać na przykładzie banku ING, jak mieć całkiem dobre konto i nie płacić za
nawet złotówki.
Banki nie chcą się z nami dzielić swoimi zyskami, co widać najlepiej analizując aktualne tabele oprocentowania depozytów i kont oszczędnościowych, dlatego uważam, że każdy klient powinien podjąć wyzwanie rzucone przez banki i zrobić wszystko żeby jego bank również nie dostawał od niego pieniędzy. Będzie sprawiedliwie, symetrycznie i zgodnie z zasadami fair play. Idąc do banku i informując doradcę w oddziale o chęci otwarcia konta, z dużym prawdopodobieństwem otrzymamy od niego propozycję takiego rachunku, który na pewno uderzy nas po kieszeni. Będzie tak, bo takie rachunki zaliczają się do realizacji planu sprzedaży doradcy, bo sprzedaż takich rachunków wymuszają na nim jego przełożeni – zarządzanie sprzedażą w wielu bankach nadal nacechowane jest mobbingiem i absurdalną wysokością planów sprzedaży, więc taka postawa pracowników oddziałów nie powinna dziwić. Nie wiem jak to wygląda w ING, być może tam jest normalnie. Zakładam jednak, że wchodząc do oddziału, na początek usłyszymy propozycję „Konta Komfort”, czyli takiego, za które co miesiąc trzeba będzie zapłacić 12 złotych. O tym koszcie usłyszymy na końcu i pewnie dopiero jak się o to sami dopytamy, bo wcześniej usłyszymy o darmowych bankomatach, przelewach, wpłatach i wypłatach, itd. Oczywiście nie ma w tym nic złego, każdy klient na końcu sam podejmuje decyzję czy chce z czegoś skorzystać czy nie i nie jest istotne czy jest właśnie w sklepie rtv, salonie samochodowym czy w banku. Od zawsze jest tak, że sprzedawca w pierwszej kolejności zadba o interes firmy, którą reprezentuje, a dopiero później o interes klienta, operując przy tym słowami, które oczywiście będą dawały złudzenie odwrócenia tej zależności. Dlatego idąc do ING należy poinformować pracownika oddziału o chęci otwarcia konta „Direct” wraz z kontem oszczędnościowym. Oba te rachunki nie mają opłat za ich prowadzenie. Otwierając oba unikamy konieczności ponoszenia opłaty za wpłatę pieniędzy na konto direct w wysokości 9 złotych (opłata dotyczy również wypłat w oddziale), ponieważ dokonując wpłaty na konto oszczędnościowe żadnej opłaty już nie ma. Środki pomiędzy rachunkiem oszczędnościowym a kontem direct można następnie przelać w ciągu kilku sekund przez Internet lub korzystając z aplikacji mobilnej w telefonie. Mając już pieniądze na rachunku direct można zrobić przelew, który jest zawsze bezpłatny. Można również wypłacić je w bankomatach – bezpłatnie w bankomatach ING lub Planet Cash (z tego co ustaliłem również w bankomatach banku BGŻ BNP Paribas - czy jak tam ten bank się teraz nazywa - ponieważ ich obsługuje właśnie Planet Cash). Można wreszcie płacić kartą w sklepach i jeżeli suma transakcji w miesiącu przekroczy 300 złotych, to karta również będzie bez żadnych opłat. 300 złotych to nie jest dużo, ale jak ktoś nie chce mieć nad sobą tego warunku i uniknąć ryzyka poniesienia miesięcznej opłaty za kartę w wysokości 7 złotych, to może z karty zrezygnować, a płatności w sklepach i wypłaty z bankomatów realizować za pomocą Blik’a, który jest bezpłatny. Do tego wszystkiego należy jeszcze dodać, że bankowość internetowa ING oraz ich aplikacja mobilna są proste w obsłudze, a także mają nowoczesny i przyjazny wygląd.
Banki nie chcą się z nami dzielić swoimi zyskami, co widać najlepiej analizując aktualne tabele oprocentowania depozytów i kont oszczędnościowych, dlatego uważam, że każdy klient powinien podjąć wyzwanie rzucone przez banki i zrobić wszystko żeby jego bank również nie dostawał od niego pieniędzy. Będzie sprawiedliwie, symetrycznie i zgodnie z zasadami fair play. Idąc do banku i informując doradcę w oddziale o chęci otwarcia konta, z dużym prawdopodobieństwem otrzymamy od niego propozycję takiego rachunku, który na pewno uderzy nas po kieszeni. Będzie tak, bo takie rachunki zaliczają się do realizacji planu sprzedaży doradcy, bo sprzedaż takich rachunków wymuszają na nim jego przełożeni – zarządzanie sprzedażą w wielu bankach nadal nacechowane jest mobbingiem i absurdalną wysokością planów sprzedaży, więc taka postawa pracowników oddziałów nie powinna dziwić. Nie wiem jak to wygląda w ING, być może tam jest normalnie. Zakładam jednak, że wchodząc do oddziału, na początek usłyszymy propozycję „Konta Komfort”, czyli takiego, za które co miesiąc trzeba będzie zapłacić 12 złotych. O tym koszcie usłyszymy na końcu i pewnie dopiero jak się o to sami dopytamy, bo wcześniej usłyszymy o darmowych bankomatach, przelewach, wpłatach i wypłatach, itd. Oczywiście nie ma w tym nic złego, każdy klient na końcu sam podejmuje decyzję czy chce z czegoś skorzystać czy nie i nie jest istotne czy jest właśnie w sklepie rtv, salonie samochodowym czy w banku. Od zawsze jest tak, że sprzedawca w pierwszej kolejności zadba o interes firmy, którą reprezentuje, a dopiero później o interes klienta, operując przy tym słowami, które oczywiście będą dawały złudzenie odwrócenia tej zależności. Dlatego idąc do ING należy poinformować pracownika oddziału o chęci otwarcia konta „Direct” wraz z kontem oszczędnościowym. Oba te rachunki nie mają opłat za ich prowadzenie. Otwierając oba unikamy konieczności ponoszenia opłaty za wpłatę pieniędzy na konto direct w wysokości 9 złotych (opłata dotyczy również wypłat w oddziale), ponieważ dokonując wpłaty na konto oszczędnościowe żadnej opłaty już nie ma. Środki pomiędzy rachunkiem oszczędnościowym a kontem direct można następnie przelać w ciągu kilku sekund przez Internet lub korzystając z aplikacji mobilnej w telefonie. Mając już pieniądze na rachunku direct można zrobić przelew, który jest zawsze bezpłatny. Można również wypłacić je w bankomatach – bezpłatnie w bankomatach ING lub Planet Cash (z tego co ustaliłem również w bankomatach banku BGŻ BNP Paribas - czy jak tam ten bank się teraz nazywa - ponieważ ich obsługuje właśnie Planet Cash). Można wreszcie płacić kartą w sklepach i jeżeli suma transakcji w miesiącu przekroczy 300 złotych, to karta również będzie bez żadnych opłat. 300 złotych to nie jest dużo, ale jak ktoś nie chce mieć nad sobą tego warunku i uniknąć ryzyka poniesienia miesięcznej opłaty za kartę w wysokości 7 złotych, to może z karty zrezygnować, a płatności w sklepach i wypłaty z bankomatów realizować za pomocą Blik’a, który jest bezpłatny. Do tego wszystkiego należy jeszcze dodać, że bankowość internetowa ING oraz ich aplikacja mobilna są proste w obsłudze, a także mają nowoczesny i przyjazny wygląd.
Podsumowując – opisałem powyżej
jak można posiadać w pełni funkcjonalne konto i nie dać zarobić bankowi ani
złotówki. Oczywiście mam tu na myśli zarobek bezpośredni, w postaci kosztów
związanych z prowadzeniem konta, bo w sposób pośredni bank i tak swoje zarobi.
W podobny sposób można wyzerować koszty (lub chociaż znacznie je zredukować)
także w innych bankach, trzeba tylko zagłębić się trochę w oferty, tabele opłat
i prowizji lub poczytać opinie na forach i blogach o tematyce finansowej. To
nie jest duży wysiłek, a zaoszczędzone w taki sposób pieniądze w skali roku
mogą się zamienić w całkiem sporą kwotę.
środa, 28 grudnia 2016
Kredyty hipoteczne - LTV w 2017 roku (ściągawka)
Zaczynamy zaraz 2017 rok, a to oznacza, że wszystkie osoby zainteresowane zaciągnięciem kredytu hipotecznego, kolejny raz zmierzą się ze zmianami zasad wyznaczania maksymalnego LTV. Oczywiście od pewnego czasu banki mają już metody obejścia przepisów narzucanych przez instytucje regulujące rynek, ale zawsze styczeń przynosi większe lub mniejsze zmiany w poszczególnych ofertach, dlatego poniższa ściągawka może okazać się pomocna. Według mojej wiedzy maksymalne LTV w największych bankach w 2017 roku będzie wyglądało następująco:
90% - Alior, BZ WBK, Getin, Millennium, Pekao SA, PKO BP (bank hipoteczny), Raiffeisen, Deutsche Bank
80% - ING, BGŻ BNP Paribas, Citibank, BOŚ, Eurobank
czwartek, 8 grudnia 2016
Pożyczka hipoteczna z marżą 2,9%
Żyjemy w czasach, w których banki
mają w zwyczaju raczej podwyższać ceny swoich usług niż je obniżać. Dlatego z
tym większym pozytywnym zaskoczeniem odnotować należy fakt, że znalazł się bank, który
dość znacząco na tle konkurencji, obniżył cenę oferowanej przez siebie pożyczki
hipotecznej. W ramach tej oferty marża wynosi 2,9%, prowizja 1,9%, LTV 70%, a maksymalny okres trwania umowy to 20
lat. Co ważne – nie ma też obowiązku wykupu żadnych ubezpieczeń, programów
inwestycyjnych i innych temu podobnych „atrakcji”. Być może jest to próba
ratowania przez bank wyniku rocznego i napompowania kolejki wniosków, ale jaki
to by nie był powód, na pewno warto zainteresować się tym produktem, jeżeli
ktoś właśnie szuka względnie taniej gotówki na dowolny cel lub korzystnego
skonsolidowania już posiadanych kredytów. Więcej informacji na temat oferty można
znaleźć pod tym linkiem.
piątek, 2 grudnia 2016
Jak wybierać kredyt gotówkowy przed świętami
Grudzień i tygodnie poprzedzające
święta, to zawsze najbardziej gorący okres na rynku kredytów gotówkowych. To w
tym czasie banki wykręcają najlepsze wyniki sprzedażowe i starają się nadrobić
zaległości z poprzednich miesięcy. Jest to także okres, kiedy najczęściej
żyjemy w dużym pośpiechu i często brakuje czasu na dokładną analizę
podejmowanych decyzji. Dotyczy to również decyzji o wyborze kredytu, a ponieważ
banki doskonale o tym wiedzą, to bezlitośnie to wykorzystują i dobrze na tym
zarabiają. Dlatego warto pamiętać o kilku prostych wskazówkach. Kiedyś już ten
temat poruszałem, ale ponieważ znowu zyskał na aktualności, to warto kilka
informacji przypomnieć. Oto te najważniejsze:
- Jeżeli zobaczysz w telewizji
reklamę kredytu gotówkowego, to nigdy nie idź do banku, który się w ten sposób
reklamuje. Te kredyty zawsze są najdroższe, nawet jeżeli marketingowcy tak
wymyślili przekaz, że wydawać się może, że mamy do czynienia z najbardziej
atrakcyjną ofertą w dziejach ludzkości.
- Nigdy nie korzystaj z ubezpieczenia,
które bank będzie starał się wcisnąć na siłę do kredytu. Najczęściej są to
drogie wydmuszki, które nie dają żadnej sensownej ochrony, za to dają wysoki
przychód dla banku i dlatego pracownicy banków są wręcz przymuszani przez
swoich przełożonych do sprzedaży tych ubezpieczeniowopodobnych wynalazków.
- Nigdy nie pożyczaj pieniędzy od
firm pożyczkowych. Pieniądze dostaniesz tam szybko i łatwo, ale jednocześnie
tak drogo, że określenia frajer i idiota będą najbardziej łagodnymi, którymi będzie
można Cię nazwać.
- Jeżeli nie planujesz bardzo
dużych wydatków i jednocześnie planujesz szybko spłacić swoje zadłużenie,
zawnioskuj w banku o kartę kredytową. Oprocentowanie będzie takie jak przy
kredycie gotówkowym, ale dużo zaoszczędzisz na prowizji przygotowawczej.
Na koniec jeszcze kilka
rekomendacji, które mogą okazać się pomocne przy wyborze kredytu na święta.
Śledząc oferty nie znalazłem żadnej, która rzuca na kolana, ale w kilku przypadkach
nie wyglądają one źle. W mBanku przedłużono na grudzień promocję cenową. Zasada
jest prosta – im większa kwota, tym niższe oprocentowanie, im krótszy okres
kredytowania, tym niższa prowizja przygotowawcza. Kilka praktycznych rozwiązań
można znaleźć w Raiffeisenie – w tym banku na sensowny kredyt mogą liczyć osoby
posiadające umowę o pracę na czas określony. Wystarczy, że umowa jest na okres
dłuższy niż 6 miesięcy wprzód i już można złożyć wniosek o kredyt do 100
tysięcy złotych na okres 120 miesięcy. Do tego podobno nie zwracają uwagi na
ilość zapytań w BIK wykonanych w ciągu ostatnich 30 dni. Nie ma także żadnego
okresu karencji przy rozdzielności majątkowej, która dla wielu osób staje się
coraz częściej jedyną drogą do uwolnienia zdolności kredytowej. No i ostania
rekomendacja – Bank Pocztowy – tu oferta cenowa jest kiepska, ale ten bank może
okazać się wybawieniem dla osób prowadzących działalność gospodarczą krócej niż
rok. Wniosek kredytowy na kwotę do 30 tysięcy złotych można złożyć pokazując
wyniki finansowe jedynie za okres ostatnich 6 miesięcy.
Potrzebujesz pomocy przy wyborze kredytu gotówkowego? Kliknij tutaj i napisz swoje oczekiwania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)