Żyjemy w czasach, w których banki
mają w zwyczaju raczej podwyższać ceny swoich usług niż je obniżać. Dlatego z
tym większym pozytywnym zaskoczeniem odnotować należy fakt, że znalazł się bank, który
dość znacząco na tle konkurencji, obniżył cenę oferowanej przez siebie pożyczki
hipotecznej. W ramach tej oferty marża wynosi 2,9%, prowizja 1,9%, LTV 70%, a maksymalny okres trwania umowy to 20
lat. Co ważne – nie ma też obowiązku wykupu żadnych ubezpieczeń, programów
inwestycyjnych i innych temu podobnych „atrakcji”. Być może jest to próba
ratowania przez bank wyniku rocznego i napompowania kolejki wniosków, ale jaki
to by nie był powód, na pewno warto zainteresować się tym produktem, jeżeli
ktoś właśnie szuka względnie taniej gotówki na dowolny cel lub korzystnego
skonsolidowania już posiadanych kredytów. Więcej informacji na temat oferty można
znaleźć pod tym linkiem.
czwartek, 8 grudnia 2016
piątek, 2 grudnia 2016
Jak wybierać kredyt gotówkowy przed świętami
Grudzień i tygodnie poprzedzające
święta, to zawsze najbardziej gorący okres na rynku kredytów gotówkowych. To w
tym czasie banki wykręcają najlepsze wyniki sprzedażowe i starają się nadrobić
zaległości z poprzednich miesięcy. Jest to także okres, kiedy najczęściej
żyjemy w dużym pośpiechu i często brakuje czasu na dokładną analizę
podejmowanych decyzji. Dotyczy to również decyzji o wyborze kredytu, a ponieważ
banki doskonale o tym wiedzą, to bezlitośnie to wykorzystują i dobrze na tym
zarabiają. Dlatego warto pamiętać o kilku prostych wskazówkach. Kiedyś już ten
temat poruszałem, ale ponieważ znowu zyskał na aktualności, to warto kilka
informacji przypomnieć. Oto te najważniejsze:
- Jeżeli zobaczysz w telewizji
reklamę kredytu gotówkowego, to nigdy nie idź do banku, który się w ten sposób
reklamuje. Te kredyty zawsze są najdroższe, nawet jeżeli marketingowcy tak
wymyślili przekaz, że wydawać się może, że mamy do czynienia z najbardziej
atrakcyjną ofertą w dziejach ludzkości.
- Nigdy nie korzystaj z ubezpieczenia,
które bank będzie starał się wcisnąć na siłę do kredytu. Najczęściej są to
drogie wydmuszki, które nie dają żadnej sensownej ochrony, za to dają wysoki
przychód dla banku i dlatego pracownicy banków są wręcz przymuszani przez
swoich przełożonych do sprzedaży tych ubezpieczeniowopodobnych wynalazków.
- Nigdy nie pożyczaj pieniędzy od
firm pożyczkowych. Pieniądze dostaniesz tam szybko i łatwo, ale jednocześnie
tak drogo, że określenia frajer i idiota będą najbardziej łagodnymi, którymi będzie
można Cię nazwać.
- Jeżeli nie planujesz bardzo
dużych wydatków i jednocześnie planujesz szybko spłacić swoje zadłużenie,
zawnioskuj w banku o kartę kredytową. Oprocentowanie będzie takie jak przy
kredycie gotówkowym, ale dużo zaoszczędzisz na prowizji przygotowawczej.
Na koniec jeszcze kilka
rekomendacji, które mogą okazać się pomocne przy wyborze kredytu na święta.
Śledząc oferty nie znalazłem żadnej, która rzuca na kolana, ale w kilku przypadkach
nie wyglądają one źle. W mBanku przedłużono na grudzień promocję cenową. Zasada
jest prosta – im większa kwota, tym niższe oprocentowanie, im krótszy okres
kredytowania, tym niższa prowizja przygotowawcza. Kilka praktycznych rozwiązań
można znaleźć w Raiffeisenie – w tym banku na sensowny kredyt mogą liczyć osoby
posiadające umowę o pracę na czas określony. Wystarczy, że umowa jest na okres
dłuższy niż 6 miesięcy wprzód i już można złożyć wniosek o kredyt do 100
tysięcy złotych na okres 120 miesięcy. Do tego podobno nie zwracają uwagi na
ilość zapytań w BIK wykonanych w ciągu ostatnich 30 dni. Nie ma także żadnego
okresu karencji przy rozdzielności majątkowej, która dla wielu osób staje się
coraz częściej jedyną drogą do uwolnienia zdolności kredytowej. No i ostania
rekomendacja – Bank Pocztowy – tu oferta cenowa jest kiepska, ale ten bank może
okazać się wybawieniem dla osób prowadzących działalność gospodarczą krócej niż
rok. Wniosek kredytowy na kwotę do 30 tysięcy złotych można złożyć pokazując
wyniki finansowe jedynie za okres ostatnich 6 miesięcy.
Potrzebujesz pomocy przy wyborze kredytu gotówkowego? Kliknij tutaj i napisz swoje oczekiwania.
środa, 31 sierpnia 2016
Deutsche Bank jak ekskluzywna taksówka
Wsiadając do taksówki już za samo trzaśnięcie drzwiami nalicza się nam opłata. Tak było od zawsze i pewnie nadal będzie. Na podobny pomysł wpadł swego czasu Deutsche Bank, który dla swoich klientów składających wnioski o kredyt gotówkowy wprowadził dodatkową opłatę w wysokości 1200 pln. Tak po prostu. Czy ktoś brał kredyt na 10 tysięcy pln czy na 100 tysięcy pln, płacił 1200 pln. Oczywiście oprócz tego również prowizję przygotowawczą naliczaną procentowo, a jak był naiwny to jeszcze wciskano mu ubezpieczenie. Od 4 września bank idzie o krok dalej. Od tego właśnie dnia opłata przygotowawcza wynosić będzie 1400 pln. W ten oto sposób kredyt gotówkowy Deutsche Banku stał się wręcz dobrem luksusowym, za które trzeba płacić jak za szwajcarski zegarek z limitowanej serii, albo za nocleg w apartamencie dla vip-ów w prestiżowym hotelu. Brawo dla banku za oryginalność. Takich opłat nie ma nikt inny na rynku. Mam jednak nadzieję, że klienci okażą się na tyle rozsądni, że będą tę ofertę już na starcie wyrzucać do kosza. Ja na pewno ją odradzam. W tym roku kredyty gotówkowe są bardzo drogie, to fakt. Ale w ostatnich tygodniach pojawiły się na szczęście w kilku bankach oferty z trochę niższymi cenami od wcześniej obowiązujących, dlatego tym bardziej warto omijać Deutsche Bank szerokim łukiem i po kredyt udać się gdzie indziej.
czwartek, 28 lipca 2016
Dobry kredyt hipoteczny - tak, jeszcze takie istnieją
Od czego wiele osób rozpoczyna
szukanie kredytu hipotecznego? Od sprawdzenia oferty w banku, z którego usług
korzystają, ewentualnie od sprawdzenia dostępnych ofert w biurze sprzedaży
dewelopera lub agencji, która pośredniczy w sprzedaży nieruchomości. A to błąd,
często nawet duży. Może on być bardzo kosztowny, ponieważ na przestrzeni
kilkudziesięciu lat, a na taki okres najczęściej zaciągane są kredyty
hipoteczne, każda różnica w racie, nawet o pozornie drobne 100 czy 200 złotych,
w końcowym podsumowaniu zamieni się w grube tysiące. Dlatego warto szukać,
pytać gdzie tylko się da, przekopywać Internet, a na końcu jeszcze maksymalnie
negocjować wybraną ofertę. Ja wiem, że dla wielu osób kredyt hipoteczny to
czarna magia i droga przez mękę. Wiem że to skomplikowany produkt, z którego
korzysta się co najwyżej kilka razy w życiu, a najczęściej tylko raz. Wiem też,
że wiele osób pochłoniętych pracą i codziennymi obowiązkami najzwyczajniej nie
ma siły, czasu i ochoty żeby jeszcze edukować się w temacie kredytów
hipotecznych. Co nie zmienia faktu, że warto to zrobić. Dlatego skoro już tu
trafiłeś, to znaczy, że jesteś jedną z tych osób, która postanowiła jednak zgłębić
temat hipotek trochę bardziej szczegółowo niż to ma miejsce zazwyczaj. Gdybyś
nią nie był, to nie trafiłbyś na peryferia Internetu, na których znajduje się
ten blog (istnieje jeszcze szansa, że jesteś z branży finansowej i regularnie czytasz
tego typu blogi – pozdrawiam J
). Skoro zatem już tu jesteś, to mam dla Ciebie nagrodę w postaci oferty
kredytu hipotecznego, którą oceniam bardzo pozytywnie i którą w podobny sposób
oceniają klienci, z którymi o niej rozmawiam. Co to w ogóle znaczy, że kredyt
hipoteczny jest dobry? Jak dla mnie – ma atrakcyjną cenę, nie ma żadnych
obowiązkowych, doklejonych śmieci w postaci ubezpieczeń, programów
inwestycyjnych i temu podobnych „korzyści”, a do tego ma normalną umowę
pozbawioną dziwnych zapisów napisanych wyszukanym prawniczym bełkotem. I taki
właśnie jest kredyt, który za chwilę opiszę. Oczywiście nie wykluczam, że
gdzieś na rynku można znaleźć lepszą ofertę, lub będąc świetnym negocjatorem
zapewnić sobie korzystniejsze warunki. Mam też świadomość, że jeszcze jakiś
czas temu atrakcyjność poniższej oferty zapewne byłaby średnia, jednak przy
obecnej polityce cenowej wielu banków, w mojej ocenie jej obecność na rynku
należy docenić.
No dobrze, pora przejść do konkretów.
Oto podstawowe parametry oferty:
1. Cena.
Ten kredyt ma prostą konstrukcję cenową. Jest marża w wysokości 1,79% i jest
prowizja przygotowawcza 1,5%. I już, to tyle. Czy bank chce czegoś w zamian?
Tak, chce żeby dochód netto wnioskodawcy (lub suma dochodów wnioskodawców)
wynosił min. 5000 pln netto. To nie są wygórowane oczekiwania, tym bardziej, że
nie ma obowiązku przelewania całości wynagrodzenia na konto, choć minimalną
kwotę, którą należy co miesiąc konto zasilić, bank wyznaczy.
2. Możliwość
obniżenia marży. Jeżeli klient dysponuje oszczędnościami i postanowi przenieść
je do banku przed uruchomieniem kredytu, to może liczyć na to, że jego marża
będzie niższa. Maksymalnie o 0,35%.
3. Maksymalne
LTV – 80%
4. Minimalna
kwota kredytu – 300.000 pln
5. Maksymalny
okres kredytowania – 30 lat
6. Przeznaczenie
kredytu – zakup mieszkania lub domu na rynku pierwotnym lub wtórnym. W
przypadku rynku pierwotnego nieruchomość musi być ukończona w min. 90%.
Niestety bank nie udziela kredytów na zakup działki ani na budowę domu
7. Źródła
dochodu – standardowe, jak w większości banków
8. Istnieje
również możliwość zaciągnięcia pożyczki hipotecznej – marża 3,50%, prowizja
przygotowawcza 1,90%
Pewnym minusem może być fakt, że
tym kredytem nie można sfinansować budowy domu ani zakupu działki. Jednak
patrząc na rynek, wciąż mocno dominują transakcje zakupu gotowych lokali,
dlatego większość z osób planujących zaciągnięcie kredytu, do tej oferty będzie
się kwalifikować. W tym momencie brakuje jeszcze jednej kluczowej informacji –
jaki to bank. Tego niestety nie mogę napisać. To znaczy mogę, ale nie chcę.
Jeżeli po przeczytaniu tego wpisu znajdą się osoby zainteresowane rozmową na
temat wnioskowania o taki kredyt, to serdecznie zapraszam do bezpośredniego
kontaktu (kliknij tutaj). Wtedy o wszystkim porozmawiamy. To nic nie kosztuje, za to można
oszczędzić trochę czasu i na końcu otrzymać taką samą ofertę (a nawet lepszą)
niż samemu odwiedzając oddziały banków. A zapewniam, że dotarcie do tego
konkretnego banku mogłoby być trochę utrudnione, bo nie chwali się on specjalnie
tym, że posiada w swojej ofercie kredyt hipoteczny, nie kojarzy się z tym
produktem i ma dość słabo rozwiniętą sieć sprzedaży.
wtorek, 26 lipca 2016
Wakacje nad Bałtykiem
Wakacje prawie osiągnęły
półmetek. Niektórzy urlop mają już za sobą, inni dopiero na niego wyjadą, a
jeszcze inni po prostu lato spędzają w domu. Ten rok różni się od poprzednich
tym, że wiele osób postanowiło zrezygnować z wyjazdów zagranicznych i spędzić
swoje urlopy w Polsce. Zamachy terrorystyczne, pucze wojskowe, niepewna
sytuacja gospodarcza lub polityczna w wielu krajach, drogie euro – to powtarzające
się powody rezygnacji z wyjazdów do najbardziej popularnych miejsc z
poprzednich lat. Ok, jestem w stanie to zrozumieć, choć pewnie nie do końca
podzielam wszystkie te obawy. Bo jak słucham o wszystkich zamachach,
katastrofach samolotów i innych tego typu zagrożeniach, to zawsze kusi mnie
żeby sprawdzić, ile ofiar śmiertelnych było ostatnio na polskich drogach. Dziś
to sprawdziłem – od początku lipca do wczoraj w wypadkach samochodowych zginęło
180 osób, a prawie równo 3000 zostało rannych. O tym się nie mówi tak głośno
jak o wjeżdżającej w tłum świętujących ludzi ciężarówce, ale to statystyka
równie przerażająca, bo to przecież dane tylko z trzech ostatnich tygodni.
Dlatego sam nie wiem co jest bardziej niebezpieczne, urlop w kraju czy
zagraniczny wyjazd. Myślę, że jak komuś ma się coś złego stać, to po prostu
jest pechowcem i bez względu na to gdzie spędzi urlop, nieszczęście i tak go
dopadnie. Czasy są jakie są, media trochę podgrzewają atmosferę zagrożeń na
świecie, a ponieważ podświadomie większość ludzi najbezpieczniej czuje się we własnym
domu, więc skorzystał na tym nasz Bałtyk i wszystkie miejscowości wypoczynkowe,
które nad nim leżą. Nie ma dnia żebym gdzieś nie usłyszał lub przeczytał jak to
tłumy opanowały ten rejon Polski i jak to większość miejsc noclegowych jest już
dawno zajęta. Tak się złożyło, że ostatnio osobiście mogłem się przekonać jak
ten nasz Bałtyk „smakuje”, ile kosztuje i co daje w zamian. I teraz krótko
przedstawię swoje spostrzeżenia, podając jednocześnie trochę liczb.
Pierwsze wyzwanie, które pojawia
się przed każdym, kto wybrał urlop nad polskim morzem, to podróż. Trzeba tam
jakoś dojechać. Jak ktoś mieszka na północy Polski, to wiadomo – ma łatwiej.
Ale w ekstremalnych przypadkach odległość do pokonania może osiągnąć nawet
700-800 km. Ja jechałem z Warszawy, a celem mojej podróży były okolice Ustki.
Według wytyczonej trasy - około 550 km. Biorąc pod uwagę korki przed bramkami
na autostradzie (w tym roku były mniejsze niż w poprzednich latach), roboty
drogowe i zwykłe postoje (ci, którzy mają dzieci wiedzą o co chodzi), na taką
podróż trzeba zarezerwować około 9 godzin. To wystarczająco dużo żeby stracić
dobry humor, pokłócić się z rodziną i stać się lżejszym o jakieś 250-300 PLN,
bo tyle będzie kosztowało paliwo plus opłaty na autostradach. W drodze
powrotnej będzie podobnie jeśli chodzi o czas i koszty, poziom zdenerwowania
pewnie będzie trochę większy. No dobrze, załóżmy, że podróż macie już za sobą.
Jest duża szansa, że temperatura na miejscu będzie niższa o jakieś 5-10 stopni
w porównaniu do miejscowości, z której przyjechaliście, i że będzie padał
deszcz. To typowe dla naszego nadmorskiego klimatu. Ja taką właśnie sytuację w
tym roku doświadczyłem. W tym miejscu pewnie wielu osobom pojawi się refleksja,
że przecież mogli lecieć do Grecji, lot trwałby 3 godziny, a na miejscu
świeciłoby piękne słońce. Ale jesteście nad Bałtykiem. Jak już się przyzwyczaicie
do pogody, rozpakujecie bagaże i wsłuchacie w odgłosy otoczenia, to z dużym
prawdopodobieństwem dobiegną Was okoliczne dźwięki. Niestety nie będzie to szum
morza ani śpiew słowika, tylko… disco polo, które jest coraz większą plagą
nadmorskich miejscowości. Ale pewnie i do tego można się przyzwyczaić. No
chyba, że będzie to sytuacja, kiedy akurat w ten jeden z nielicznych ciepłych i
słonecznych dni, postanowicie pójść na plażę, rozłożycie sobie leżak, kocyk czy
coś w tym stylu, a kilka minut później tuż obok was rozbije się ze swoim parawanem
grupka ludzi, którzy włączą swoją ulubioną muzykę, a do Waszych uszu popłynie
ona za pośrednictwem przyniesionego przez nich głośnika bluetooth, który
oczywiście podkręcą na maksymalną moc. Jest wielce prawdopodobne, że kilka
minut później będą kolejno odpalać papierosy, bo to również standardowa
rozrywka wielu naszych rodaków wypoczywających na plaży. Jak już nasłuchacie
się disco polo, nawdychacie dymu papierosowego i być może odbędziecie kilkusekundową
krioterapię polegającą w tym przypadku na zanurzeniu stóp w zimnym Bałtyku,
przyjdzie pora na obiad. Oferta barów czy restauracji w wielu miejscowościach
jest bardzo szeroka, ale najczęściej prawie wszędzie taka sama, czyli byle
prosto, szybko, no i oczywiście drogo. Na szczęście czasem trafi się fajne
miejsce, w którym będzie naprawdę ok i na pewno warto takich miejsc poszukać.
Koszt takiej przyjemności dla 4-osobowej rodziny to najczęściej 70-100 PLN. Jak
dodamy do tego jeszcze śniadania, kolacje plus dodatki typu gofry, lody czy
inne zapiekanki, to doliczyć trzeba kolejne 100 PLN. Jeżeli macie dzieci, a nad
morze pojedziecie do dużej lub średniej miejscowości, to atrakcje typu gokarty,
wesołe miasteczka, baseny z kulkami, koniki, cymbergaje, strzelnice i cała
reszta przywiezionego z Chin badziewia, na pewno zabiorą Wam kolejne minimum kilkadziesiąt
złotych. Należy oczywiście też pamiętać, że największym kosztem jest wynajęcie
miejsca, w którym zamieszkacie. Bardzo modne ostatnio stały się drewniane
domki, których powstaje całe mnóstwo i o których można powiedzieć, że mocno
zdominowały nadmorski krajobraz i ofertę noclegową. Taki domek jest na pewno
wygodny, bo ma wszystko co potrzebne do życia na wakacjach, czyli 2-3 pokoje, kuchnię,
łazienkę, czasem fajny taras. Koszt wynajęcia takiego domku w sezonie to 180-300 PLN za dobę, oczywiście w zależności od miejscowości i popularności
danej okolicy.
Podsumowując – tydzień opisanych
powyżej atrakcji to koszt 4-5 tysięcy PLN (pamiętajcie, że z tego dwa dni
spędzicie w podróży). Oczywiście przy założeniu, że nie ma w tym zawartych dużych
szaleństw, tylko raczej umiarkowanie i rozsądne gospodarowanie wydatkami. Czy
pobyt nad Bałtykiem jest tego wart? Na to pytanie każdy musi sobie odpowiedzieć
sam. Z jednej strony otrzymuje się w zamian ładne plaże, czyste powietrze z
dużą zawartością jodu, często fajne okolice. Z drugiej strony trzeba liczyć się
z tym, że można trafić na kiepską pogodę, tłumy ludzi, korki na ulicach, zalewającą
wszystko tandetę, no i sąsiedztwo rodaków, którzy podlewając codzienność dużą
ilością alkoholu, potrafią w czasie wakacji odkryć w sobie nawet najgłębiej
ukryte pokłady prymitywnych zachowań. Ale każdy wybiera to co lubi. Ja osobiście
nad Bałtyk mogę od czasu do czasu pojechać. Warunek jest tylko taki, że trafiam
w jakieś spokojne miejsce, takie typowe zadupie, gdzie można odpocząć i się
wyciszyć. Bo jeżeli ma to być jakaś duża miejscowość, np. Władysławowo, którego
szczerze nienawidzę i które jest dla mnie kwintesencją wszystkiego co najgorsze
nad polskim morzem, to wolę zostać w domu.
środa, 20 lipca 2016
Kredyt hipoteczny ze stałym oprocentowaniem - czy warto?
Ostatnio natknąłem się na
informacje dotyczące oferty kredytu hipotecznego ze stałym oprocentowaniem,
która jest dostępna w BZ WBK. Banki w Polsce rzadko decydują się na dawanie
swoim klientom stałego oprocentowania, a dostępnych na ten temat materiałów też
zbyt wielu nie ma. Dlatego pomyślałem sobie, że warto poświęcić temu tematowi
kilka chwil. Na początek nasuwa się pytanie - czy to w ogóle ma sens? Na
pierwszy rzut oka raczej nie. Oprocentowanie takiego kredytu to 4,15% (dla
pożyczki hipotecznej 5,65%), a na dodatek ten poziom jest gwarantowany przez
bank tylko przez 5 lat. Po tym okresie konstrukcja oprocentowania będzie już
zmienna – Wibor 3M + marża 2% (dla pożyczki hipotecznej Wibor 3M + marża 3,60%).
Ale już po krótkim zastanowieniu się można jednak znaleźć plusy. A już
porównując tę ofertę ze standardową ofertą kredytu ze zmiennym oprocentowaniem
w BZ WBK, można wręcz popaść w zachwyt, ponieważ marża takiego kredytu na dziś
to aż 2,69%. Przyjmując, że aktualnie Wibor 3M wynosi około 1,7%, to łatwo
policzyć, że marża banku przy ofercie ze stałym oprocentowaniem wynosi 2,45%,
czyli o 0,24% mniej niż przy ofercie ze zmiennym oprocentowaniem. W takiej
sytuacji klient nie ma się nad czym zastanawiać, o ile oczywiście poziom
oprocentowania 4,15% jest dla niego satysfakcjonujący. Przez 5 lat będzie spał
spokojnie, a na dodatek po tym czasie otrzyma marżę, którą można uznać za
względnie dobrą, porównując ją z aktualnymi ofertami innych banków.
Przeliczając te warunki na wysokość raty posłużę się przykładem kredytu na 250
tys. PLN na 20 lat. Jeżeli postaramy się o dobrą ofertę kredytu ze zmiennym
oprocentowaniem, to uzyskamy marżę na poziomie 1,8%, a to oznacza, że zapłacimy
co miesiąc około 1450 PLN. W ofercie BZ WBK ze stałym oprocentowaniem, rata
będzie nas kosztować 1535 PLN, czyli o 85 PLN więcej. Po 5 latach różnica
między ratami będzie nieznaczna, bez względu na to jak wówczas będzie
kształtował się Wibor.
Podsumowując – kredyt hipoteczny
ze stałym oprocentowaniem to przewidywalność, stabilizacja i bezpieczeństwo. Z
góry wiadomo ile będzie nas kosztował przez kolejne 5 lat (przy omówionej
powyżej ofercie). Planując budżet domowy jest to na pewno bardzo dobra
wiadomość. Perspektywa braku niespodzianek, którą docenią szczególnie osoby
spłacające wcześniej kredyt we fankach szwajcarskich, musi kusić. Na pewno taki
kredyt to także świetne rozwiązanie dla osób, które zamierzają spłacić go w
całości (lub znacząco nadpłacić) przed końcem okresu trwania umowy, a przy
okazji nie za bardzo wierzą w kolejne spadki stóp procentowych w Polsce. Pięć
lat to patrząc na zwariowane czasy, w których żyjemy, bardzo odległa
perspektywa i na pewno stabilizacja oraz przewidywalność finansowa to cechy,
których każdy człowiek potrzebuje. Bo kto jeszcze 2-3 lata temu spodziewał się,
że będzie w Polsce „dobra zmiana”, która zacznie majstrować przy gospodarce i
innych ważnych obszarach życia publicznego, kto spodziewał się, że Wielka
Brytania postanowi opuścić Unię Europejską, kto spodziewał się, że poważnym
kandydatem na prezydenta USA będzie szalony i nieobliczalny miliarder? A
przecież takich przykładów można znaleźć jeszcze wiele. Dlatego może warto
posłużyć się starym cytatem – w tym szaleństwie jest metoda. Dla wielu osób
zaciągnięcie kredytu hipotecznego to szaleństwo, boją się tego i bronią na
wszelkie sposoby. Ale jak już sposoby się wyczerpią, to metodą na miękkie lądowanie
może być właśnie kredyt ze stałym oprocentowaniem.
Oczywiście niezmiennie zapraszam
do kontaktu wszystkie osoby, które planują zaciągnąć kredyt i szukają fachowego
doradztwa.
wtorek, 28 czerwca 2016
Nie ma takiego miasta Londyn
Nie ma takiego miasta Londyn. Od piątku. Na mapie Unii
Europejskiej. Jest Lądek, Lądek Zdrój, ale Londynu już nie ma. Jakże proroczy
okazał się Stanisław Bareja i jego pomysł zaszyty w scenariuszu
"Misia". A przecież film powstał grubo ponad trzydzieści lat temu.
Panuje ostatnio w Europie moda na referenda. O tym w Szwajcarii już pisałem. Tym razem kilka słów poświęcę obywatelom Wielkiej Brytanii, którzy w ostatni czwartek ochoczo udali się do miejsc, w których mogli oddać swój głos za wyjściem lub pozostaniem w Unii Europejskiej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, śmiesznego, smutnego czy głupiego, gdyby nie fakt, że po powrocie do domów, wielu z nich usiadło do komputerów, odpaliło Google i wklepało hasła w stylu - co to jest Unia Europejska, co oznacza wyjście z Unii, co to jest Brexit? Pokazały to statystyki Google zebrane w czwartek wieczorem i w piątek. A to oznacza, że odsetek idiotów wśród Brytyjczyków musi być naprawdę duży. A jak idiota idzie głosować i nie wie za czym głosuje, to z dużym prawdopodobieństwem będzie przeciw. A skoro przewaga głosów przeciw pozostaniu w Unii wyniosła trochę ponad milion, to można pokusić się o stwierdzenie, że o dalszych losach narodu brytyjskiego w Europie zadecydowali idioci. Niestety w Europie to coraz częstsze zjawisko. My Polacy też je znamy. I to już od dawna. A swoją drogą zaczynam coraz bardziej rozumieć, dlaczego tak wielu Polaków wyjechało na wyspy i dlaczego tak dobrze się tam czują...
Panuje ostatnio w Europie moda na referenda. O tym w Szwajcarii już pisałem. Tym razem kilka słów poświęcę obywatelom Wielkiej Brytanii, którzy w ostatni czwartek ochoczo udali się do miejsc, w których mogli oddać swój głos za wyjściem lub pozostaniem w Unii Europejskiej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, śmiesznego, smutnego czy głupiego, gdyby nie fakt, że po powrocie do domów, wielu z nich usiadło do komputerów, odpaliło Google i wklepało hasła w stylu - co to jest Unia Europejska, co oznacza wyjście z Unii, co to jest Brexit? Pokazały to statystyki Google zebrane w czwartek wieczorem i w piątek. A to oznacza, że odsetek idiotów wśród Brytyjczyków musi być naprawdę duży. A jak idiota idzie głosować i nie wie za czym głosuje, to z dużym prawdopodobieństwem będzie przeciw. A skoro przewaga głosów przeciw pozostaniu w Unii wyniosła trochę ponad milion, to można pokusić się o stwierdzenie, że o dalszych losach narodu brytyjskiego w Europie zadecydowali idioci. Niestety w Europie to coraz częstsze zjawisko. My Polacy też je znamy. I to już od dawna. A swoją drogą zaczynam coraz bardziej rozumieć, dlaczego tak wielu Polaków wyjechało na wyspy i dlaczego tak dobrze się tam czują...
Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami. Wczoraj Anglia na
Mistrzostwach Europy przegrała z Islandią i odpadła z turnieju, co oznacza dla
niej historyczną kompromitację i wstyd na wiele lat. Nie uważacie, że trochę
przesadzili z tym Brexitem...?
Subskrybuj:
Posty (Atom)