czwartek, 18 lutego 2016

Jak przygotować się do zaciągnięcia kredytu hipotecznego prowadząc własną firmę


Prowadzenie własnej firmy w Polsce to nie jest prosta sprawa. Ma ono na pewno swoje plusy i każdy, szczególnie ten komu udało się osiągnąć na tym polu jakiś sukces, pewnie to potwierdzi, ale codzienność bywa często dużo bardziej krętą drogą w porównaniu z uzyskiwaniem dochodu będąc zatrudnionym na etacie. Ta kręta droga pojawia się oczywiście również w sytuacji, kiedy osoba prowadząca działalność gospodarczą postanowi kupić sobie dom, mieszkanie lub działkę i zakup ten będzie chciała sfinansować kredytem hipotecznym. I tu na dzień dobry pojawia się pierwsza pułapka. Człowiek przedsiębiorczy potrafi planować swoje wydatki i decyzję o zakupie nieruchomości podejmie w momencie, w którym dojdzie do wniosku - stać mnie. Czyli będzie miał świadomość, że to co zarabia pozwoli mu dalej spokojnie prowadzić firmę i dodatkowo przeznaczyć określoną kwotę na spłatę rat kredytowych. Człowiek przedsiębiorczy cały czas myśli także o tym jak wykazać wysokie koszty prowadzenia swojej działalności. A wszystko po to żeby uniknąć płacenia wyższych podatków, które przecież lepiej omijać, bo to strata pieniędzy i dlatego też człowiek przedsiębiorczy mechanizmy generowania mniej lub bardziej prawdziwych kosztów ma opanowane do perfekcji, z czego zresztą jest dumny. I tu pojawia się najczęstszy problem. A jaki to problem? Brak zdolności kredytowej. Widziałem już wiele reakcji zaskoczonych ludzi, którzy mówili: ale jak to, przecież ja dobrze zarabiam, bank na pewno coś źle policzył, niemożliwe żeby proponowali tak niską kwotę kredytu. Niestety to możliwe. I niestety w takiej sytuacji na szybko nie da się zbyt wiele zrobić. Dlatego poprzez ten wpis chciałbym pomóc wszystkim osobom prowadzącym własne firmy w przygotowaniu się do zaciągnięcia kredytu hipotecznego.

1.       Minimalny okres prowadzenia firmy

Jeżeli prowadzisz firmę krócej niż rok to daj sobie spokój z kredytem. No chyba, że jest to kontynuacja pracy, którą wykonywałeś wcześniej będąc zatrudnionym na etacie lub nowa firma, która wyodrębniona została z innej firmy, którą wcześniej prowadziłeś. Ale ponieważ to rzadkie przypadki, dlatego trzeba przyjąć zasadę, że wniosek o kredyt hipoteczny powinny składać osoby, które swoją działalność prowadzą od minimum dwóch lat. I to dwóch lat rozumianych jako pełne, rozliczone dwa lata podatkowe, a nie 24 miesiące kalendarzowe. Bank najczęściej poprosi o książkę przychodów i rozchodów za pełne miesiące roku bieżącego, PIT za rok poprzedni, ale często także o PIT za dwa lata wstecz i na tej podstawie wyliczy dochód.

2.       Sprawdzenie baz

Koniecznie sprawdź swoje raporty we wszelkich możliwych dostępnych bazach typu BIK czy KRD. Dzięki temu dowiesz się jak jesteś oceniany jako potencjalny kredytobiorca, a przy okazji będziesz wiedział czy w bazach nie ma „niespodzianek” typu jakaś dawno zapomniana karta kredytowa lub taka, o której istnieniu nawet nie masz pojęcia, bo dostałeś ją z automatu jak kilka lat wcześniej kupowałeś na raty telewizor. To bardzo ważne żeby w bazach sytuacja wyglądała jak najlepiej, bo to znacznie zwiększa szanse na kredyt. Sprawdzając bazy na początku swoich starań o kredyt masz czas żeby ewentualne problemy wyprostować. Pamiętać też należy, że jeżeli w ostatnich 2-3 latach były jakieś opóźnienia w spłatach innych kredytów przekraczające 30 dni, to szanse na uzyskanie kredytu hipotecznego bardzo zmaleją i nawet jeżeli nie spadną do zera, to na pewno kredyt będzie miał podwyższoną marżę.

3.       Dochód, przychód i koszty prowadzonej działalności gospodarczej

Każdy bank lubi kiedy klient starający się o kredyt ma wysoki i stabilny dochód, najlepiej rok do roku pokazujący tendencję rosnącą. Wiadomo, że nie zawsze się tak da, ale trzeba robić możliwie dużo żeby bank w taki sposób klienta prowadzącego własną firmę postrzegał. Dlatego planując zaciągnięcie kredytu warto skontaktować się z dobrym doradcą kredytowym i poprosić o wyliczenia, które dostarczą wiedzy na temat wysokości dochodu, który to dochód pozwoli uzyskać zdolność kredytową na zakup wybranej nieruchomości. Następnie należy dodać do tych wyliczeń 10-20% i to postawić sobie z cel na najbliższą przyszłość. Bank będzie opierał się na średnim dochodzie za okres ostatnich 12-24 miesięcy. Im gorsze wyniki wykazywało się w przeszłości tym więcej czasu będzie potrzeba na pochwalenie się dobrym wynikiem. Poprawić wynik jest najłatwiej obniżeniem kosztów i od tego najczęściej należy zacząć. Optymalnie jest składać wniosek o kredyt hipoteczny w połowie roku, ponieważ wówczas większość banków poprosi tylko o PIT za zeszły rok i aktualną książkę przychodów i rozchodów. Planując w taki sposób złożenie wniosku dajesz sobie szansę na wykazanie większych kosztów prowadzenia działalności w drugiej połowie roku, kiedy już jesteś szczęśliwym posiadaczem kredytu i bank już nie sprawdza czy wykazujesz w dokumentach finansowych dochód czy stratę. A pierwszych kilka miesięcy roku bieżącego daje także możliwość wykazania odpowiednich wyników w książce przychodów i rozchodów, która często u kredytobiorców prowadzona jest dość brawurowo i która jest trudna do sprawdzenia w sposób dogłębny przez banki…

4.       Zobowiązania kredytowe

Jeżeli spłacasz już jakieś kredyty firmowe lub prywatne to zadbaj o to, aby dawały one możliwie jak najmniejsze miesięczne obciążenia. Im mniej zobowiązań tym wyższa zdolność kredytowa. Zdolności nie musisz podbijać tylko wyższym dochodem, możesz to także zrobić obniżeniem dotychczas spłacanych rat innych kredytów. To co się da po prostu spłać. Jeżeli nie możesz spłacić to postaraj się wydłużyć okresy kredytów, albo połączyć je w jeden z maksymalnie długim okresem. Jeżeli masz w firmie kredyt obrotowy to spróbuj zastąpić go faktoringiem, który nie będzie brany pod uwagę przez bank. Jeżeli masz karty kredytowe to zamknij wszystkie te, z których nie korzystasz i które nie są już potrzebne – limity kart i linii kredytowych w kontach również obniżają zdolność kredytową. Jeżeli korzystasz lub planujesz skorzystać z leasingu to pamiętaj żeby był to leasing operacyjny, bo on będzie traktowany jako koszt prowadzonej działalności w przeciwieństwie do leasingu finansowego, który bank potraktuje jak zwykły kredyt. I nigdy nie zgadzaj się na poręczanie kredytów innym osobom, bo będzie to potraktowane przez bank tak samo jak kredyt, z którego sam byś korzystał. A jeżeli już taki kredyt poręczyłeś to postaraj się jakoś zgrabnie z tego wycofać.

5.       Zobowiązania wobec ZUS i Urzędu Skarbowego

Zadbaj o to żeby nie mieć żadnych zaległości w płaceniu składek i zaliczek. Jeżeli miałeś takie zaległości w przeszłości i znalazłeś jakieś porozumienie np. z ZUS-em, skutkujące rozłożeniem długu na raty, to spłać go jak najszybciej. Bank nie może zobaczyć żadnych niepokojących informacji na zaświadczeniach, które z obu tych instytucji będziesz musiał pobrać. Takie zaświadczenia mają ważność 30 dni i najczęściej trzeba je przedstawić bankowi tuż przed uruchomieniem kredytu.

6.       Historie rachunków bankowych

Bank poprosi o historię rachunku firmowego i osobistego. Najczęściej za okres ostatnich 6 miesięcy. Zadbaj o to żeby na tych rachunkach nie pojawiały się informacje o tym wszystkim do czego nie chcesz się przyznać i o tym co może świadczyć o prowadzeniu rozrzutnego trybu życia. Pokaż, że robisz zakupy w osiedlowym sklepie, hipermarkecie lub dwa razy w miesiącu tankujesz samochód. Pokaż, że regularnie opłacasz telefon, prąd, gaz i czynsz za mieszkanie. Ale już tego, że jadasz w drogich restauracjach, wyjeżdżasz na egzotyczne wakacje, opłacasz kilka polis na życie, a dzieci uczęszczają na wiele drogich zajęć dodatkowych, lepiej nie pokazuj i te płatności wykonuj z rachunku w innym banku, którego nie traktujesz jako swój główny rachunek i którego historii nie pokażesz. Jeżeli płacisz alimenty, do których nie chcesz się przyznać lub z jakiegoś powodu z konta pieniądze ściągnął w formie egzekucji komornik – tego też w historii rachunku bank zobaczyć nie może.

7.       Portale społecznościowe

Ten punkt dotyczy wszystkich osób starających się o kredyt bez względu na to czy prowadzą własną firmę czy nie.  Ale ponieważ klienci prowadzący własne firmy są przez banki traktowanie jako ci bardziej ryzykowni, dlatego pozornie nieistotne szczegóły także mogą stanowić problem. Do tej kategorii należy zaliczyć wszelkiego rodzaju miejsca w Internecie, gdzie ludzie bez żadnych hamulców obnażają dużą część swojej prywatności i nie starcza im już wyobraźni na dojście do prostego wniosku, że to co pokazują w sieci może nie tylko zachwycić ich znajomych, ale także dostarczyć ważnych informacji chociażby bankom w trakcie procesu weryfikacji klienta. Portale społecznościowe to miejsca, gdzie banki chętnie zaglądają i czerpią informacje o swoich potencjalnych klientach. Dlatego jeżeli jesteś aktywny a takich miejscach lub masz współmałżonka, który taką aktywnością się wykazuje, to zadbaj o to żeby wszystkie zbędne treści zlikwidować lub tak ograniczyć do nich dostęp, aby nikt kogo nie znasz nie mógł się z nimi zapoznać.

Mam nadzieję, że powyższe wskazówki okażą się przydatne. Oczywiście istnieje jeszcze szereg innych szczegółów, które warto brać pod uwagę planując złożenie wniosku o kredyt hipoteczny, ale ponieważ mają one charakter bardziej indywidualny i nie zawsze dotyczą każdego klienta, w tym tekście pisać o nich już nie będę. Zresztą muszę też coś zostawić na czas indywidualnej rozmowy lub korespondencji z osobami, które zainteresują się tą tematyką i które będą chciały skorzystać z mojej pomocy przy ubieganiu się o kredyt.
Niezmiennie zachęcam do kontaktu z nami i korzystania z polecanych przez nas produktów kredytowych.

piątek, 22 stycznia 2016

Plotki z rynku

Kilka tygodni temu zamieściłem wpis o podwyższaniu marż kredytów hipotecznych przez banki. Zastanawiałem się w nim jak zachowa się BZ WBK i czy u nich marże również wzrosną. Obstawiałem, że poczekają a tą decyzją aż kurz i emocje związane z podwyżkami opadną i wtedy już bez większego rozgłosu zmiany wprowadzą. I wygląda na to, że tak właśnie się stanie. Podwyżka marż ma stać się faktem prawdopodobnie od początku lutego. Podobno będzie to zmiana o 0,3% i będzie dotyczyła tylko klientów z gorszym scoringiem. Czyli znając życie marża 2,39%, bo taki ma być jej maksymalny poziom w ofercie standardowej, stanie się stałym elementem większości umów kredytowych zawieranych od lutego. Ale trzeba też podkreślić i pochwalić jedną decyzję banku, która weszła w życie od stycznia. Otóż w BZ WBK nadal można wnioskować o kredyt w wysokości 90% wartości nieruchomości, a nie 85% jak teoretycznie nakazują obowiązujące przepisy. Różnicę 5% bank ubezpieczy i sam poniesie koszt takiego ubezpieczenia. To znaczy na pewno ten koszt jest zaszyty w opłatach i marży, a na końcu i tak pokryje go klient, ale marketingowo przekaz wygląda tak, że dodatkowych opłat już od klienta nikt nie pobiera.
 
Druga informacja dotyczy Deutsche Banku. Od dość długiego czasu jest tam oferta kredytu dla profesjonalistów (KDP). Cieszyła się ona dość dużym zainteresowaniem wszystkich tych klientów, którzy wykonują tzw. wolne zawody (lekarz, prawnik, księgowy, itd.) i którzy mają zarejestrowaną działalność gospodarczą. Wysokie kwoty kredytów, dość niskie marże i prowizje przygotowawcze plus wyliczanie zdolności kredytowej na podstawie estymacji dochodów powodowały, że klienci chętnie do banku po taki kredyt się zgłaszali. Szybki proces (jak na Deutsche Bank to nawet bardzo szybki) i praktycznie zero dokumentów, które często bywają dla klientów trudne do przygotowania. Wszystko fajnie, ale podobno tylko do marca, bo wtedy bank zamierza wyłączyć możliwość ubiegania się o ten kredyt na podstawie estymacji dochodów. Kto zatem planuje zaciągnąć kredyt w najbliższym czasie i należy do grupy profesjonalistów, ten powinien się pospieszyć i złożyć wniosek możliwie jak najszybciej.
 
Oczywiście każdemu kto chciałby złożyć wniosek o kredyt czy to w BZ WBK, czy w Deutsche Banku, czy w jakimkolwiek innym banku, chętnie pomożemy doradzając odpowiednie rozwiązania i biorąc na siebie dużą część formalności. Wystarczy skontaktować się z nami i przedstawić swoje oczekiwania. Można to zrobić wypełniając ten formularz. Zapraszamy.
 

wtorek, 22 grudnia 2015

Nie drażnić lwa


Rzadko w tym miejscu zdarza mi się stawać w obronie banków, ale tym razem to zrobię. Choć może nawet bardziej, a na pewno w równym stopniu, będzie to obrona zdrowego rozsądku. Od dwóch dni obserwuję zamieszanie dotyczące ING Banku Śląskiego powstałe po tym jak ich „twarz”, czyli Marek Kondrat, wziął udział w sobotniej demonstracji Komitetu Obrony Demokracji. To całe oburzenie, namawianie do zamykania rachunków (swoją drogą ciekawe, że nikt nie straszy, że w ramach protestu spłaci swój kredyt przed terminem), krytyka aktora – jak dla mnie to po prostu zwykła żenada i kompromitacja ludzi wyrażających takie opinie. Ale z drugiej strony to też powód do kolejnej refleksji i zastanowienia się w jakim kraju żyjemy i kim jest część ludzi, których każdego dnia mijam na ulicy. Od dwudziestu pięciu lat żyję w przekonaniu, że w Polsce panuje wreszcie normalność, mająca wiele niedoskonałości będących konsekwencją 40 lat wyniszczania przez komunę, ale jednak normalność. Doceniam fakt, jak bardzo zmieniło się życie w porównaniu do lat poprzedzających 1989 rok, które to lata pamiętam i w których miałem wątpliwą przyjemność żyć. Przecież teraz żyjemy w wolnym kraju (no chyba, że dziś w nocy w sejmie znowu coś nowego uchwalili, bo dokładnie nie śledziłem), gdzie ludzie mogą robić co chcą, a reszta ma to najzwyczajniej uszanować, dopóki nie pojawia się łamanie prawa lub jakaś inna ewidentna patologia. Jak ktoś chce iść na demonstrację to niech to zrobi, jak chce zobaczyć mecz swojej ulubionej drużyny to kupuje bilet i siada na trybunie stadionu, a jak chce iść do muzeum lotnictwa to idzie do muzeum lotnictwa. Przecież to proste i piękne jednocześnie. Nie akceptując tego można szybko popaść w paranoję, czego chyba wiele osób właśnie doświadcza. Jak ktoś chce iść tą drogą dalej to może niech sprawdzi czy przypadkiem na demonstrację Marka Kondrata nie przywiozła taksówką Agata Kulesza, która również występuje w reklamach ING Banku Śląskiego. Wtedy ją także będzie można przykładnie napiętnować. Może konta w tym banku powinni zamknąć również wszyscy miłośnicy piwa, wódki lub whisky, bo przecież Marek Kondrat promuje wina i na dodatek zawodowo zajmuje się ich dystrybucją? Kiedyś Marek Kondrat zagrał główną rolę w filmie „Dzień świra”. Ciekawe czy wtedy sądził, że życie tak szybko napisze swój scenariusz będący kontynuacją tego filmu…
Jeżeli ktoś chce zamknąć konto w będącym zupełnie niewinną ofiarą tej chorej walki politycznej ING Banku Śląskim, to niech to zrobi. Bank tego głośno nie powie, ale pewnie odetchnie z ulgą, że będzie miał w swoim portfelu mniej prymitywnych dziwolągów. Paradoksalnie może się to okazać dla nich dobrą reklamą i możliwością przekonania do siebie naprawdę wartościowych klientów. Za chwilę kolejną ofiarą tych chorych czasów będzie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która wkrótce zorganizuje swój kolejny finał, a która już teraz jest bezpardonowo atakowania przez swoich przeciwników, którzy po ostatnich wyborach poczuli się silniejsi. I nie ma znaczenia, że za chwilę są Święta, że zaczyna się czas, który warto chociaż przez chwilę spędzić inaczej. Ale nie, wrogość musi być okazywana zawsze i wszędzie. Trzeba bić, bić, bić, kopać, kopać, kopać. Chociaż dla Orkiestry to może i dobrze, bo na pewno się obroni. A im mocniejsze będą na nią ataki, tym więcej zbierze pieniędzy. Obstawiam, że i tym razem pobije kolejny rekord, z tą tylko różnicą, że bardziej spektakularny.
W tym roku zima nie dopisuje, jest ciepło, to bardziej jesień lub wczesna wiosna. Brak mrozu powoduje, że ciężko niektórym jest schłodzić umysły. Dlatego każdemu, który poszedł w stronę opisanego powyżej absurdu polecam jedną, za to sprawdzoną od lat metodę – dużo lodu!!!!!!!
 

piątek, 18 grudnia 2015

Przebudzenie mocy


Podobno wpisanie dwóch powyższych słów stanowiących tytuł tego posta powoduje natychmiastowy wzrost klikalności. Taki dzień, takie czasy i nic się na to nie poradzi. Marketing wygrywa. Ciekawe czy w statystykach mojego bloga ta zasada również znajdzie odzwierciedlenie. Przy okazji okaże się też ilu jest miłośników Gwiezdnych Wojen wśród osób interesujących się zagadnieniami finansowymi. Ale żeby nikt w tym momencie nie poczuł się jak królik doświadczalny to postaram się dalszą częścią tego wpisu nawiązać jednak do jego tytułu.
W ostatnich dniach z niewątpliwym przebudzeniem mocy mamy do czynienia na rynku kredytów hipotecznych. I to z przebudzeniem złych mocy w umysłach bankowców. To przebudzenie zostało poprzedzone przebudzeniem złych mocy w umysłach ekipy rządzącej, które z kolei było poprzedzone poprzedzeniem złych mocy w umysłach wyborców, choć w tym ostatnim przypadku są podobno spore wątpliwości czy złe moce miały w ogóle się w czym przebudzić... Ale wracając do pierwszego ogniwa tego łańcucha, czyli do banków, zadziałał u nich typowy mechanizm obronny połączony z odwiecznym instynktem zachłanności. Pojawiła się na horyzoncie groźba podatku do zapłacenia, więc na szybko trzeba się było zastanowić skąd wziąć pieniądze żeby starczyło i na podatek i na zachowanie odpowiednio wysokiego poziomu dochodów w kolejnym roku. Powstał problem, pojawił się pierwszy sposób na ograniczenie jego skutków, jest zatem alibi dla planowanego działania (no bo przecież okropna władza chce zabrać kasę biednym bankom…). Pozostało tylko czekanie kto pierwszy będzie na tyle odważny żeby ogłosić publicznie, że podnosi ceny. Przypomina to trochę grupkę dzieci, które chcą zrobić jakiegoś psikusa, pomysł mają w ich rozumieniu doskonały i brakuje tylko chętnego, który go zrealizuje, a potem uciekną całą gromadką zadowoleni i zachwyceni swoją kreatywnością. No i zawsze w takiej sytuacji znajdzie się jakiś Jasio, które weźmie na siebie ciężar odpowiedzialności, a przy okazji zdobędzie uznanie wśród kolegów. Tym razem w rolę Jasia wcielił się Deutsche Bank, który pierwszy ogłosił podwyżki, no a potem już poleciało hurtowo i kolejne banki w ciągu zaledwie kilku dni zrobiły to samo. W takiej sytuacji zawsze też znajdzie się jakiś cwaniak, który korzystając z okazji będzie chciał coś ugrać dodatkowo. W tym wypadku w buty cwaniaka wbił się mBank, który nie tylko podniósł marże swoich kredytów, ale zmianami objął także tych klientów, których wnioski były już od dawna w procesie. A co, kto im zabroni. Klientom się nie podoba? To niech wyp… To niech zmienią sobie bank. Na szczęście większość pozostałych banków zmianami objęła tylko te wnioski, które dopiero do nich trafią. Sytuacja jest rozwojowa więc pewnie w najbliższych kilku dniach łatwiej będzie wymienić banki, które na podwyżki się nie zdecydowały, niż te, które podwyżki już wprowadziły. Choć są dwa banki, których reakcja bardzo mnie ciekawi. Mam tu na myśli PKO BP i BZ WBK. No bo skoro wytłumaczeniem podwyżek ma być ma być fakt wprowadzenia przez nową ekipę rządzącą podatku bankowego, która to ekipa bardzo negatywnie ocenia decyzje banków o przerzucaniu kosztów podatku na klientów, a osobą w rządzie odpowiedzialną za szeroko pojęte sprawy gospodarcze jest były prezes BZ WBK, który tę funkcję przestał pełnić raptem kilka tygodni temu – to co się z tego może urodzić? W przypadku PKO BP sprawa wydaje się być prosta. Bank z udziałem skarbu państwa raczej nie ma tu dużego pola manewru i zmian uderzających pośrednio w rząd nie wprowadzi. To znaczy wprowadzi, ale później i małymi krokami tak żeby nikt się nie zorientował. Ale jak zachowa się BZ WBK? Czy przez szacunek i być może dobre relacje z byłym prezesem wstrzymają decyzje o podwyżkach? A może nie ma tam miejsca na sentymenty i zmiany wprowadzą? A może ich dotychczasowe marże należy uznać za tak wysokie, że nic nie muszą zmieniać i akceptują sytuację, w której rynek ich po prostu cenowo dogonił? Ja obstawiam, że jednak podniosą marże, ale zrobią to jako jedni z ostatnich, jak już kurz trochę opadnie i będzie to można zrobić bez większego ryzyka reputacyjnego i bez obecnego rozgłosu.
A co obecna sytuacja oznacza dla zwykłego klienta, który planował teraz zaciągnąć kredyt hipoteczny? Oczywiście oznacza podwyżki rat i ewentualnie spadek zdolności kredytowej. Bardzo uogólniając pewnie średnio każdy klient zapłaci miesięczną ratę wyższą o jakieś 100 PLN, a w skali roku dodatkowo jakieś 1200 PLN. Czyli szczęśliwy nikt nie będzie, no chyba, że ma dzieci i otrzyma póki co wirtualne 500 PLN dodatku na dziecko. Czy na naszych oczach powstaje nowa i całkiem liczna, kolejna po frankowiczach, grupa „pokrzywdzonych” kredytobiorców? Jeśli tak to ciekawe czy też będzie się potrafiła zjednoczyć, protestować i walczyć z systemem.
Na całą sytuację trzeba jednak spojrzeć też z trochę innej strony. Bo przecież każdy bank, który wprowadza podwyżki nie myśli teraz o tym, że to przełoży się na spadek sprzedaży i nie zmniejszy planów sprzedaży swoim pracownikom odpowiadającym za generowanie wyników. Nigdy tak banki nie robią to i teraz nie zrobią. Odpowiadający za realizację swojego planu doradca klienta czy dyrektor oddziału będzie więc szukał dodatkowych sposobów żeby klienta do siebie przyciągnąć i zatrzymać. Więc bardzo będzie się starał żeby na drodze indywidualnych negocjacji dostać zgodę na obniżenie warunków cenowych. Będzie pukał do drzwi swoich szefów i wywierał presję. Im gorsze będą wyniki sprzedaży, tym o takie odstępstwa będzie łatwiej, bo przecież każdy średniego lub wyższego szczebla menadżer sprzedaży posiadający kompetencje do obniżania ceny ma też swoje plany sprzedaży, a im dalej jest od ich realizacji, tym jego krzesło staje się coraz cieplejsze. I wtedy skłonność do różnego rodzaju ustępstw u niego również zdecydowanie wzrasta. Tylko trzeba wiedzieć w którym aktualnie banku, z kim i jak takie sprawy załatwić. Osoba nie znająca dobrze realiów branży bankowej może mieć z tym problem, dlatego gdyby ktoś potrzebował w tym względzie pomocy to oczywiście zapraszam do kontaktu z nami
J

 

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Praca w sprzedaży produktów finansowych


Gdyby przypadkowo spotkanego człowieka zapytać z czym kojarzy mu się praca w sprzedaży produktów finansowych to co by odpowiedział? Z dużym prawdopodobieństwem powiedziałby, że to wyzysk, mobbing, dno i brak perspektyw. To trochę smutne, ja mam swoją opinię inną, ale też rozumiem wszystkich tych, których ocena jest negatywna. Bo branża finansowa przez lata bardzo mocno sobie zapracowała na każde złe słowo wypowiadane pod jej adresem. Banki, firmy pośrednictwa, brokerzy ubezpieczeniowi – wszyscy zawsze chcieli sprzedawać jak najwięcej, nie zawsze etycznie i nie koniecznie dbając przy tym o ludzi, którzy na ich wynik pracowali. A to oczywiście musiało przełożyć się na klientów, których opinia i poziom zaufania do doradców finansowych także są dalekie od ideału. Wartościowi kandydaci do pracy w tej branży już dawno się od niej odwrócili, trafiają tu tylko słabi lub nieświadomi. Nawet banki, które teoretycznie powinny uchodzić za prestiżowych pracodawców, od wielu lat borykają się z dużą rotacją i wiecznymi brakami w obsadzie swoich poszczególnych struktur sprzedażowych. I nie mam tu na myśli tylko stanowisk szeregowych. Ten problem dotyczy również stanowisk menadżerskich niższego szczebla. Dyrektor oddziału banku to w mojej opinii najbardziej niewdzięczna praca jaką tylko można sobie wyobrazić, a przy okazji też trudna i odpowiedzialna. Poświęcę kiedyś temu osobny wpis jak tylko znajdę trochę więcej czasu. Wracając jednak do głównego wątku tego wpisu – czy praca w sprzedaży produktów finansowych naprawdę musi być aż tak źle oceniana i aż tak bardzo odpychać od siebie potencjalnych kandydatów? Według mnie nie, ale to jest bardzo silnie uzależnione od ludzi, którzy w danej firmie kreują zasady tej pracy. Posłużę się pewnym przykładem i wizją, którą sam próbuję wdrożyć w życie. Otóż od pewnego czasu do swojej firmy próbuję zatrudnić 2-3 osoby, które będą potrafiły skutecznie umawiać spotkania z potencjalnymi klientami zainteresowanymi produktami kredytowymi. Nic na siłę ani w pośpiechu. Po prostu – jak trafi się odpowiednia osoba to otrzyma propozycję współpracy. Czy znalezienie takiej osoby to łatwe zadanie? Niestety nie. Jakość kandydatów jest dramatycznie niska, podobnie jak ich motywacja do pracy i chęć nauki. Dodam, że wcale nie szukam osób z doświadczeniem i z dobrymi wynikami osiąganymi u poprzednich pracodawców. Wręcz przeciwnie, najchętniej zatrudniłbym osoby bez doświadczenia, których wszystkiego nauczymy od podstaw. Jeżeli ktoś tylko posiada odpowiedni poziom wiedzy ogólnej, swobodnie i logicznie się wypowiada, potrafi i lubi sprawnie nawiązywać kontakty i budować relacje z innymi ludźmi, ma wewnętrzną motywację do pracy i jest odpowiedzialny za własne czyny, to na początek w zupełności wystarczy żeby rozpocząć taką pracę i mieć duże szanse na osiąganie w niej dobrych wyników. My jesteśmy bardzo elastyczni – możemy umówić się z kandydatem na pracę w niepełnym wymiarze czasu, podpisać z nim umowę w dogodnej dla niego formie, rozliczać się w ramach stawki godzinowej lub od osiąganych wyników – nie ma to dla nas znaczenia, jeżeli tylko kandydat nas do siebie przekona. To może być idealna praca dla studentów, którzy muszą pogodzić pracę z nauką, dla osób, które z osobistych powodów szukają pracy, którą mogą wykonywać nie wychodząc z domu, dla matek wychowujących dzieci i posiadających trochę wolnego czasu, który można poświęcić na wypracowanie dodatkowych dochodów, wreszcie dla osób, które aktywnie pracują zawodowo, ale chciałyby robić coś ponad swoje główne zajęcie. Z każdą taką osobą możemy rozmawiać i z dużym prawdopodobieństwem znaleźć odpowiedni kompromis – ważne żebyśmy tylko dostrzegli cechy, o których napisałem już wcześniej. Praca w sprzedaży produktów finansowych jest prosta. Wystarczą te same umiejętności sprzedażowe co w innych branżach, nie potrzeba specjalistycznego sprzętu, wyszukanego wyposażenia stanowiska do pracy, a do tego potencjalnym klientem może być praktycznie każdy człowiek, z którym się rozmawia. Jeżeli tylko ma się normalnych przełożonych, a firma nie ma rozdmuchanych ponad własne możliwości ambicji sprzedażowych, to satysfakcja z pracy może szybko przyjść. Tym bardziej, że na końcu może pojawić się także dobre wynagrodzenie, bo banki za sprzedaż kredytów póki co płacą pośrednikom całkiem sensowne stawki. Taka praca może być też dobrą przepustką do zrobienia w przyszłości większej kariery w świecie finansów, na co przykładów można podać wiele. Mnóstwo ludzi, którzy osiągnęli znaczące pozycje w bankach zaczynało właśnie od prostej pracy sprzedażowej, która krok po kroku wywindowała ich w górę. Ale żeby dać sobie szansę na lepszą przyszłość trzeba od czegoś zacząć. Wierzę, że z czasem praca w sprzedaży produktów finansowych zyska większą rangę, może nawet prestiż, bo nasz polski rynek trochę okrzepnie, bo klienci staną się bardziej wyedukowani, bo życie wymusi więcej etyki w działaniach firm działających w branży. I wtedy na pewno nowym osobom pojawiającym się na tym rynku będzie już trudniej zaistnieć. Dlatego mądry człowiek planujący dziś swoją karierę zawodową nie powinien skreślać tego kierunku tylko dlatego, że ktoś z jego znajomych się sparzył w takiej pracy lub dlatego, że przeczytał niepochlebne opinie na forach internetowych.
Nie wiem na ile podzielacie maje spojrzenie na ten temat. Zapraszam do dyskusji jeżeli ktoś będzie miał ochotę zamieścić swój komentarz. A jeżeli przeczyta ten wpis ktoś kogo taka praca interesuje to zapraszam do bezpośredniego kontaktu z nami. Nasz adres mailowy można znaleźć w zakładce „kontakt”.
 

poniedziałek, 23 listopada 2015

Wyższa kultura matematyki


Raz na jakiś czas piszę na tym blogu teksty oceniające aktualne oferty dostępnych na rynku kredytów gotówkowych. I tak się jakoś dziwnie składa, że jak już kogoś krytykuję to jest to najczęściej Alior. Ktoś może powiedzieć, że to tendencyjne, albo że z jakiegoś prywatnego powodu ich nie lubię. Nic z tych rzeczy. Ja po prostu staram się wyłapywać te sygnały płynące z rynku, które w mojej ocenie wymagają opisania. Tak będzie i tym razem. I bohaterem (choć to chyba jest złe słowo) znowu będzie Alior. Tym razem moją uwagę zwróciła ich oferta, w której chwalą się jak to wspaniałomyślnie podarują swoim nowym klientom 3% wysokości ich kredytów, jeżeli tylko zdecydują się oni przenieść je właśnie do Aliora. I jeszcze do tego obniżą im miesięczną ratę. Brzmi dobrze? No pewnie. A coś daje dobrego oprócz złudzenia? Oczywiście nie. Marketing super, tylko oferta słaba... Ja wiem, że żyjemy w kraju ludzi myślących słabo. Przykre to, ale prawdziwe. Wystarczy każdego dnia przyglądać się otaczającej nas rzeczywistości i wyciągać proste wnioski. Ja tak robię i wnioski do których doszedłem najzwyczajniej mnie załamują. Najwyraźniej w Aliorze oceniają Polaków podobnie, bo zdecydowali się wdrożyć w życie taką ofertę i wyłożyć jeszcze kasę na jej promocję. Zakładam, że całkiem dużą, bo spoty w telewizji tanie raczej nie są. Jak widać hasło „nikt nam nie wmówi, że białe jest białe” wciąż jest żywe, a elektorat jego autora plus pewnie całkiem spora grupa reszty społeczeństwa, staje się świetnym dowodem na to, że wmówienie jej, iż coś w barwach brudnych i ciemnych może być białe, jest banalnie łatwe. A dlaczego? Bo jak ktoś komuś daje prezent w postaci 3% jego kredytu, jednocześnie pobierając od tego kredytu 10% prowizji to jest albo bezczelny, albo posiada pełną świadomość, że ma do czynienia z idiotą i może robić co chce. I tak właśnie zrobił Alior w swojej najnowszej promocji. Zapytałem ich na Twitterze czy dobrze zrozumiałem ich przekaz i nawet doczekałem się odpowiedzi. Tak ona wyglądała:
No cóż. Sprzedać można klientowi wszystko. W tym kraju pewnie nawet więcej niż wszystko. Jedyny plus, a właściwie plusik, tej oferty to możliwość obniżenia raty. To czasem komuś jest bardzo potrzebne. Nawet jeżeli odbywa się to poprzez wydłużenie okresu kredytowania, a nie przez korzystne oprocentowanie, czyli tak jak w tym przypadku. Więcej plusów niestety nie widzę. A ogólny obraz banku, jego nowej oferty i polityki wobec klientów w moich oczach pozostaje fatalny. Mogę nawet stwierdzić, że utrwalił się już we mnie na stałe, bo to przecież nie pierwszy raz kiedy tak postępują. Klientem takiego banku osobiście zostać nie chcę, czego i Wam, Drodzy Czytelnicy, życzę.
 

wtorek, 10 listopada 2015

Masz wolne 4 tysiące złotych i szukasz kredytu hipotecznego? Idź do Deutsche Banku


Koniec tego roku to ponownie wzmożony ruch na odcinku kredytów hipotecznych. Bo MdM, bo od stycznia wzrośnie minimalny wymagany wkład własny, bo media straszą, że będzie drożej jak nowa władza po wyborach poszuka kasy w bankach na realizację swoich obietnic, itd. No i co w takiej sytuacji mogą zrobić banki? Nie czekać i uderzyć w klientów już teraz. Nowym kosztem do swojego kredytu hipotecznego zaatakował właśnie Deutsche Bank. Ten kto to wymyślił wzorował się chyba na korporacjach taksówkowych, które biorą opłatę za „trzaśnięcie drzwiami”. Analogia w banku wygląda tak, że za rozpatrzenie wniosku hipotecznego każdy klient zapłaci bankowi 4.000 PLN. I to bez względu na kwotę, o którą zawnioskuje. Pozostałe stałe opłaty oczywiście pozostają bez zmian. Zmianie uległa co prawda marża, którą delikatnie obniżono, ale nie jest to poziom, który rzuca na kolana i na rynku można znaleźć lepsze oferty. Dla każdego, kto wnioskuje o kredyt hipoteczny, kumulacja wydatków następuje w momencie podpisania umowy kredytowej lub bezpośrednio po jej podpisaniu. Każdy kolejny wydatek to dodatkowe, znaczące i bolesne obciążenie. Można oczywiście ten koszt doliczyć do salda kredytu, ale nie każdemu pozwoli na to jego zdolność kredytowa, a nawet jeżeli pozwoli to jest to kolejne obciążenie skutkujące tym, że na dzień dobry saldo kredytu jeszcze bardziej oddali się od kwoty, którą faktycznie zapłaciło się za nabytą nieruchomość. I żeby było jeszcze śmieszniej to na wprowadzenie nowej opłaty decyduje się bank, który ma jeden z najgorszych procesów na rynku, gdzie wszystkie czynności przedłużają się w nieskończoność i gdzie wymysły analityków żądających od klientów kolejnych dokumentów ze zdrowym rozsądkiem nic nie mają nic wspólnego. Jeżeli ktoś chce czekać na decyzję kredytową kilka tygodni, w nieskończoność dopytywać co się dzieje z jego wnioskiem i dlaczego kolejny obiecany termin odpowiedzi nie został dotrzymany, dostarczać do banku w listopadzie 2015 roku swój PIT za rok 2013 (to dla tych, którzy prowadzą działalność gospodarczą) i to wszystko za jedyne 4.000 PLN – niech idzie do Deutsche Banku. Emocje gwarantowane. A kiedyś miałem takie dobre zdanie o tym banku. Kiedyś…