czwartek, 25 września 2014

Co robią banki kiedy zamierzają wystawić się na sprzedaż


W ostatnich latach wiele razy mogliśmy przeczytać informacje o tym jak to kolejny bank zamierza zmienić właściciela lub też połączy się z którymś z konkurentów. Krótko mówiąc – zniknie z rynku jako samodzielna jednostka. Część takich informacji z czasem się potwierdza, inne się nie potwierdzają, ale nadal regularnie spekuluje się w mediach o tym kto kogo zamierza przejąć. Z polskiej mapy bankowości zniknęło już wiele marek, rynek się konsoliduje i zostaje na nim coraz mniej graczy, ale za to z coraz większymi portfelami klientów. Oczywiście istnieje granica procesu konsolidacji, ale jak pokazuje życie nie została jeszcze osiągnięta. Świadczyć może o tym podany ostatnio news o tym jak to Alior Bank zamierza kupić udziały w Meritum Banku. Prawdę mówiąc ani mnie to ziębi ani grzeje. Znając nasze realia pewnie spodziewałem się, że Meritum Bank w końcu zniknie z rynku. I tak długo na nim funkcjonował. Kieruje tym bankiem prezes, który ma to szczęście, że jak jest w zarządzie jakiegoś banku to potem logo tego banku znika z krajobrazów polskich miast. Fortis, DNB Nord… Tych już nie ma. Szkoda tylko pracowników Meritum Banku, bo pewnie spotka ich taki sam los jaki spotkał wielu ludzi pracujących w przeszłości w innych bankach, które uczestniczyły w procesie fuzji. Posiłkując się językiem z filmu „Sztos” – coraz więcej wyjeb…ych będzie chodziło po mieście. W tym przypadku po Trójmieście, bo tam przecież mieści się centrala banku.
Ale nie o tym chciałem napisać. Ja zawsze lubię obserwować jak zachowuje się bank, który szykuje siebie do wystawienia na sprzedaż. Oczywiście wielu takich działań nie widać i są one rozciągnięte w czasie. Zamyka się nierentowne oddziały, redukuje zbędne etaty, obniża wynagrodzenia pracownikom, nowym pracownikom proponuje się niższe pensje, mniej wydaje się na bieżące zakupy, redukuje flotę samochodów, renegocjuje wszelkie możliwe umowy, itd. Ale są też działania, które widać i które mają na celu w krótkim czasie wpłynąć na poprawę portfela klientów. Portfela kredytowego szybko poprawić się nie da, ale pole do popisu pojawia się na odcinku kont osobistych i depozytów. Jeżeli śledzicie oferty banków i nagle któryś bank decyduje się na wprowadzenie super promocji, to z dużym prawdopodobieństwem szuka sposobów żeby obrosnąć w ładne kolorowe piórka, owinąć w sreberko i chodzić po świeżo skoszonej, równej, pachnącej i pomalowanej na zielono trawce. Wszystko po to żeby oglądający potencjalny kupiec potakiwał z uznaniem głową i na końcu zdecydował się na zapłacenie wyższej niż powinien ceny. Zdarzają się też oczywiście desperackie próby ratowania wyniku, ale to rzadziej. Posługując się opisanym wyżej kluczem trafiłem w tym tygodniu na następujący zestaw informacji:
  1. Alior Bank chce kupić Meritum Bank – o tym już napisałem wyżej
  2. Start kampanii Comperia Bonus 2
Czym jest kampania Comperia Bonus 2? Ci którzy pamiętają poprzednią kampanię Comperia Bonus (a działo się to kilka miesięcy temu) na pewno już się domyślają. Mechanizm jest bardzo prosty – klient otwiera przez Internet rachunek bankowy poprzez który zakłada lokatę i cieszy się atrakcyjnym oprocentowaniem tejże lokaty oraz dodatkowym bonusem, który otrzyma jako dowód wdzięczności za wstąpienie w poczet klientów promującego się w ten sposób banku. Przy poprzedniej kampanii promującym się bankiem był BGŻ Optima (czy przypadkiem BGŻ też nie przechodzi procesu sprzedaży…? J). A czyją lokatę promuje kampania Comperia Bonus 2? Napięcia dużego nie zbudowałem, bo i nie miałem jak, odpowiedź nikogo nie zaskoczy i będzie przewidywalna jak sedes dla hydraulika lub jak jutrzejsza pogoda dla bacy. Tak, tak – tym razem promowana jest lokata Meritum Banku. Czyli stara szkoła się sprawdza. Ale nie ma w tym nic złego. To nawet dobrze, bo klienci niczym nie ryzykują. Tylko mogą zyskać, bo nie każdego dnia można dostać aż tak dobrą propozycję. A jak wygląda ten produkt? Otóż każdy klient, który założy na dwa miesiące „Lokatę na start” (bo tak się nazywa ten produkt) w kwocie od 1.000 do 10.000 PLN z oprocentowaniem 5%, otrzyma dodatkowy bonus w wysokości 55 PLN (plus kolejne 5 PLN za pobranie aplikacji mobilnej Meritum Banku). Oczywiście dla tych, którzy szukają ciekawych ofert pozwalających inwestować duże pieniądze nie będzie to wielka atrakcja, ale dla osób dysponujących niższymi kwotami już tak. A dlaczego? Dlatego, że ten produkt pozwala efektywnie zarobić od 7% do nawet 40% w zależności od wysokości wpłaconej kwoty. Bonus nie jest opodatkowany i zostanie wypłacony do 24 grudnia 2014 r. Warunkiem skorzystania z promocji jest otwarcie darmowego konta mobilnego w Meritum Banku. W promocji nie biorą udziału osoby, które były klientami Meritum Banku po 01 października 2013 r. Całość formalności można przeprowadzić przez Internet. Lokata jest całkowicie bezpieczna, bo jak każdy tego typu produkt oferowany przez bank, podlega gwarancjom BFG. Całość wygląda naprawdę dobrze i pozwala na uzyskanie małego zastrzyku pieniędzy, które będą wypłacone w grudniu, jeszcze przed świętami. Czyli w najlepszym możliwym okresie, bo wtedy wydatki zawsze są duże.
Przyglądając się opisanej powyżej kampanii wypada życzyć wszystkim bankom żeby jak najczęściej myślały o wystawieniu się na sprzedaż i żeby dalej korzystały ze sprawdzonych metod pozyskiwania nowych klientów. Bo wtedy nam klientom przybędzie atrakcyjnych ofert i wariantów do wyboru. W tym wypadku nie mam żadnych wątpliwości, że promocja wypali i dzięki niej bank pozyska wiele tysięcy nowych klientów. A że konto będziemy otwierać w Meritum a zamykać w Aliorze? Pewnie dla wielu z nas to nic nowego. Ja sam ostatnio w ten sposób zamknąłem konto w Getinie, do którego trafiłem w spadku po innym banku, więc wiem o czy piszę. Na koniec jeszcze odrobina mniej lub bardziej dyskretnej prywaty – gdyby ktoś chciał skorzystać z promocyjnej lokaty Meritum Banku w ramach kampanii Comperia Bonus 2, można to zrobić klikając tutaj. Z tej okazji naprawdę warto skorzystać, bo niestety nie trafiają się takie zbyt często.    

środa, 17 września 2014

Subiektywne podsumowanie tygodnia


Od początku września prześladuje mnie reklama Credit Agricole zachęcająca do skorzystania z ich kredytu gotówkowego. Albo bank wykupił naprawdę dużo czasu antenowego, albo ja mam takie szczęście, że ciągle trafiam na tę reklamę. Ale widziałem ją już naprawdę mnóstwo razy. Kredyt nazywa się „prostoliczony”. Skoro bank tak często przypomina mi o tym produkcie, to z ciekawości postanowiłem poszukać szczegółów na jego temat. No i rzeczywiście ten kredyt musi być prostoliczony, a jego autorom to liczenie musiało sprawiać bardzo dużą przyjemność, bo doliczyli aż do 22. A dokładnie do 22,9. I to w procentach. Bo tyle właśnie wynosi RRSO tego kredytu. Dla porównania, podobny produkt reklamowany obecnie przez PKO BP, czyli Mini Ratka, musi nie być prostoliczony i to liczenie musi nie należeć do przyjemnych, bo w tym przypadku jego twórcy doliczyli tylko do 13,47. Ale jak wiadomo francuscy aktorzy zatrudniani w reklamach nie należą do najtańszych, a i ubezpieczenie do kredytu zawsze musi trochę kosztować. Dlatego klienci Credit Agricole powinni się cieszyć, że nikt nie wpadł na pomysł żeby policzyć dalej… A jak już jestem przy francuskich aktorach, to ostatnio słyszałem, że jeden z nich wypija dziennie 14 butelek wina. No i pewnie jest to wino z wyższej półki, więc zarabiać trzeba godnie żeby nigdy go nie zabrakło. Chociaż może nie jest to najlepszy przykład, bo ten konkretny aktor jakiś czas temu postanowił przefarbować się na Rosjanina.  

*****

Już wkrótce Idea Bank ma wprowadzić nową usługę. Otóż każdy klient banku będzie mógł zamówić przyjazd we wskazane przez siebie miejsce samochodu będącego jednocześnie bankomatem z funkcją wpłatomatu. Nie wiem po co to robią, bo pomysł wydaje się być bardzo kosztowny i nieadekwatny do  potencjalnych korzyści, ale bank jakiś sens musi w nim dostrzegać skoro go wprowadza. Jeżeli korzyść ma być czysto PR-owa to na pewno cel zostanie osiągnięty. Jeżeli da się na tym zarobić w inny sposób, to szacunek dla tego kto to wymyślił. Mnie nasuwa się taka analogia do lat dziewięćdziesiątych i początków wolnego rynku w Polsce. Wtedy też do przedsiębiorców przyjeżdżali po pieniądze panowie w niemieckich samochodach. Ale wtedy były one czarne, a teraz będą szaro-niebieskie. Wtedy ubrani byli w ciemne skórzane kurtki i mieli mało wyszukane fryzury. Teraz pewnie będą pod krawatem i ładnie uczesani. Wtedy się nie uśmiechali, a teraz będą uśmiechnięci. I wypada się tylko cieszyć, że w ciągu dwudziestu lat udało się w Polsce dokonać aż tak dużego skoku cywilizacyjnego i dotknąć normalności. Jak głosi stara prawda – lepiej banki tworzyć niż je napadać. To zdanie można odnieść do wielu dziedzin życia. Bardzo dobrze, że na własnej skórze możemy to odczuwać każdego dnia. Jeszcze tego nie doceniamy i ciągle narzekamy na wszystko co nas otacza, ale to też się kiedyś zmieni.

*****
PZU sfinalizowało transakcję zakupu Link4. Szkoda, bo Link4 wniósł na polski rynek ubezpieczeń trochę świeżości i kilka nowoczesnych rozwiązań w zakresie obsługi klienta. No i zmusił przez to swoją, często betonową, konkurencję do wprowadzania zmian. Zakładam, że klienci Link4 nie przyjęli z zachwytem informacji o trafieniu pod skrzydła PZU, bo wielu z nich spod tych skrzydeł całkiem niedawno świadomie i bez żalu uciekło. Ale takie są prawa rynku. Mam nadzieję, że jakaś inna firma szybko wypełni lukę po Link4. A swoją drogą ciekawe jak się czują pracownicy PZU podlegający trwającym od pewnego czasu w tej firmie zwolnieniom grupowym? To raczej nie najlepsze uczucie usłyszeć, że firmy nie stać na ich dalsze utrzymanie w strukturach, ale na wydanie ponad 90 mln euro na zakup innej firmy już tak…
 

środa, 3 września 2014

W NISZY: Kredyt dla profesjonalistów do 400 tys. PLN


Początek września to czas, kiedy zawsze widoczne jest ożywienie na rynku kredytów gotówkowych. W tym roku jest podobnie. Pojawiło się kilka promocji, nowych reklam w telewizji, oddziały banków szczelnie zakleiły nowe grafiki, czyli sezon ogórkowy możemy uznać za zamknięty. Produktowcy się postarali i dzięki temu możemy się dowiedzieć, że jeden bank gwarantuje nam najniższe oprocentowanie, drugi daje rok bez odsetek, trzeci kusi widocznym niskim procentem i niewidocznym obowiązkowym ubezpieczeniem, czwarty podobno ma produkt prosty do policzenia, piąty, szósty i siódmy też coś wymyśliły i wszystkim wydaje się, że mają najlepszy produkt. Podobną sytuację przerobimy jeszcze przed świętami, gdzie znowu zasypią nas pomysły kreatywnych specjalistów od marketingu. Ja jednak zawsze wychodzę z założenia, że skoro bank decyduje się na wykupienie drogich reklam w telewizji, to oczywiste jest, że o zapłacenie faktur za takie reklamy muszą zadbać jego klienci, płacąc odpowiednio wysokie raty kredytów. I dlatego ciekawych ofert szukam w bankach, które nie wydają milionowych kwot na reklamy swoich produktów.

I szukając takich ciekawych nowości na rynku trafiłem na nową ofertę kredytu dla profesjonalistów, która od początku września weszła do sprzedaży. Niby temat mocno wyeksploatowany przez wszystkie banki, niby wszyscy profesjonaliści albo już kredyt mają albo nadal dostają na maila po kilkanaście ofert tygodniowo, a mimo to banki nadal liczą na ściągnięcie do siebie kolejnych przedstawicieli najlepszych zawodów. Ale co można zrobić skoro już prawie wszystko było? Walka cenowa nie ma większego sensu, bo marże takich kredytów i tak są już niskie, dlatego trzeba szukać innego balonika do nadmuchania. I kierując się zapewne taką logiką w jednym z banków pojawiła się właśnie oferta kredytu na 400 tys. PLN w oparciu o estymację dochodów. Klient oświadcza jakie uzyskuje dochody lub tylko pokazuje swój staż w zawodzie i na tej podstawie wyliczana jest jego zdolność kredytowa. O kredyt mogą ubiegać się osoby prowadzące własną działalność gospodarczą i wykonujące jeden z następujących zawodów: lekarz, dentysta, prawnik, księgowy, biegły rewident, weterynarz. Kredyt można zaciągnąć na maksymalnie 7 lat i przeznaczyć na bieżący rozwój działalności lub refinansowanie kredytów w innych bankach. Koszt takiego kredytu to 3-miesięczny WIBOR plus marża 5,5% oraz prowizja przygotowawcza 1%. No chyba, że klient skorzysta z bardzo chętnie sprzedawanego przez bank jednego z kilku wariantów ubezpieczeń – wówczas prowizji nie będzie. Ale wiadomo jak to jest z ubezpieczeniami do kredytów…

Podsumowując – na pewno mamy do czynienia z ciekawym produktem pozwalającym na całkiem duże inwestycje lub na połączenie w jeden kredyt kilku innych zobowiązań. Sam bank ma dość duże doświadczenie w pracy z segmentem profesjonalistów, dlatego należy zakładać, że decyzja o wprowadzeniu produktu jest efektem wyciągniętych wniosków z funkcjonowania portfela kredytowego i wysokiej oceny jego jakości. Ale nie można też wykluczyć, że jest to desperacka próba ratowania planu sprzedaży przed zbliżającym się końcem roku, dlatego wszystkim osobom zainteresowanym tym produktem radziłbym nie zwlekać i korzystać z niego póki jest dostępny. Tak jak to mam w zwyczaju nie napiszę o ofertę którego banku chodzi. Osoby śledzące rynek na pewno już wiedzą o czym piszę, a pozostałych zapraszam do mailowego kontaktu z nami na adres kontakt@fincredo.pl. Chętnie odpowiemy na pytania, pomożemy złożyć wniosek i przejść przez wszystkie formalności.